Historia miłości Anny Markowskiej i Kuby Wojewódzkiego, która przez ostatnie dwa lata elektryzowała całą Polskę, dobiegła końca, pozostawiając fanów w stanie absolutnego osłupienia. Choć wydawało się, że „król TVN-u” w końcu odnalazł przystań u boku pięknej modelki, rzeczywistość okazała się znacznie bardziej skomplikowana i bolesna, niż przedstawiały to kolorowe magazyny. Atmosfera gęstniała z każdym miesiącem, a pytania o upragniony ślub, który miał być zwieńczeniem tego medialnego romansu, stawały się dla obojga coraz większym ciężarem, nie do udźwignięcia w świetle fleszy.

Początki ich relacji przypominały scenariusz filmowy – on, wieczny kawaler i prowokator, oraz ona, ambitna, zjawiskowa finalistka „Top Model”, która zdawała się rozumieć jego skomplikowaną naturę. Anna wielokrotnie podkreślała w wywiadach, jak głęboka więź ich łączy, wspominając o wspólnych porankach, rozmowach o przyszłości i wsparciu, które dawało jej poczucie bezpieczeństwa. Jednak im bliżej było do konkretnych deklaracji, tym wyraźniej zarysowywały się różnice w ich życiowych priorytetach. Wojewódzki, mimo deklarowanej miłości, nigdy nie zrezygnował ze swojego wizerunku nieuchwytnego buntownika, dla którego instytucja małżeństwa wydawała się zbyt ciasnym gorsetem. Z kolei Anna, choć cierpliwie czekała na przełomowy krok, zaczęła dostrzegać, że obietnice o wspólnej jesieni życia mogą nigdy nie doczekać się realizacji w formie urzędowej pieczęci.
Kulisy ich rozstania budzą jeszcze większe emocje, ponieważ para przez długi czas starała się zachować pozory idealnego związku. W kuluarach szeptano jednak o narastającej frustracji i cichych dniach, które dzieliły ich w luksusowym apartamencie. Ostatecznym ciosem dla tej relacji okazał się brak porozumienia w kwestiach fundamentalnych – podczas gdy Markowska marzyła o stabilizacji i rodzinnej harmonii, Kuba wciąż dryfował w stronę niezależności, która wykluczała sakramentalne „tak”. Decyzja o rozstaniu zapadła w atmosferze wzajemnego szacunku, ale i ogromnego smutku, bo oboje zrozumieli, że miłość, choćby najpiękniejsza, nie zawsze wystarcza, by pokonać strach przed ostatecznym zobowiązaniem. Dziś pozostają im jedynie wspomnienia i miliony pytań od internautów, na które odpowiedzi znają tylko oni sami w zaciszu swoich nowych, oddzielnych światów.