Maja Chwalińska nie zdołała przełamać trudniejszego okresu. Polska tenisistka pożegnała się z China Open już po pierwszym spotkaniu, przegrywając z Ukrainką Dajaną Jastremską 3:6, 1:6. Wynik był wyraźny, a porażka ponownie uruchomiła dyskusję o tym, dlaczego zawodniczka nie potrafi na stałe nawiązać do poziomu, który zaprezentowała podczas tegorocznego Roland Garros.
W Paryżu Chwalińska stworzyła jedną z najpiękniejszych historii swojego sezonu. Jako pierwsza kwalifikantka w erze open dotarła aż do finału French Open. Ten niezwykły wynik przyniósł jej ogromny awans w rankingu WTA — z 114. na 21. miejsce. Od tamtego momentu sytuacja zaczęła wyglądać jednak zupełnie inaczej.
Na turniejach wielkoszlemowych oraz imprezach rangi WTA 1000 Polka po Rolandzie Garrosie wygrała tylko jedno spotkanie. Wyjątkiem był Wimbledon, gdzie jej występ zakończyła kontuzja. W pozostałych najważniejszych turniejach trudno było jej znaleźć ciągłość i ponownie wejść na poziom, który pozwolił jej zachwycić w Paryżu.

Nadzieję kibicom dał jeszcze występ Chwalińskiej w Singapurze. Podczas turnieju WTA 500 tenisistka dotarła tam do półfinału, pokazując, że nadal potrafi rywalizować z zawodniczkami stojącymi bardzo wysoko w światowej hierarchii. Wydawało się, że może to być początek przełamania. W Pekinie przyszło jednak szybkie rozczarowanie.
Maciej Łuczak w programie „Studio Sport” przyznał, że spodziewał się znacznie więcej po meczu z Jastremską. Ukrainka kilka lat temu była postrzegana jako duży talent, ale jej styl opiera się przede wszystkim na mocnej, szybkiej i dość schematycznej grze. Zdaniem eksperta właśnie taki sposób prowadzenia wymian powinien odpowiadać Chwalińskiej.
Polka ma bowiem zupełnie inne atuty. Jej tenis opiera się na sprycie, zmianach rytmu, inteligentnym konstruowaniu akcji i umiejętności wytrącania przeciwniczki z równowagi. Łuczak zakładał, że Chwalińska będzie w stanie wykorzystać te elementy, zmusić Jastremską do popełniania błędów i sprawić, że Ukrainka zacznie grać z coraz większą frustracją.
Tak się jednak nie stało. Jastremska rozegrała bardzo dobre spotkanie i nie pozwoliła Polce przejąć kontroli nad wydarzeniami na korcie. Jak zauważył ekspert, kiedy Ukrainka trafia swoje uderzenia, przeciwniczka może mieć poważny problem z odpowiedzią. Jastremska potrafi bowiem grać niezwykle szybko, płasko i mocno, a taki tenis jest wyjątkowo nieprzyjemny dla rywalki.

Porażka w Pekinie sprawiła, że statystyka Chwalińskiej z najważniejszych turniejów po Rolandzie Garrosie wygląda coraz mniej korzystnie. Z sześciu spotkań na imprezach wielkoszlemowych i rangi 1000 wygrała zaledwie jedno. Ekspert zaznaczył jednak, że przy tej ocenie trzeba uwzględnić wspomnianego Wimbledona, gdzie jej mecz niemal na pewno potoczyłby się inaczej, gdyby nie kontuzja.
Na razie jedynym zwycięstwem Polki na turnieju rangi WTA 1000 pozostaje wygrana z Cristiną Bucsą. To pokazuje, jak trudne okazało się dla niej odnalezienie w nowej sytuacji po wielkim sukcesie w Paryżu.
Łuczak nie uważa jednak, że należy przekreślać Chwalińską. Jego zdaniem obecny okres można nadal postrzegać jako czas adaptacji do nowych warunków. Po awansie do finału Roland Garros zmieniło się bowiem bardzo wiele — rywalki zaczęły patrzeć na nią inaczej, a oczekiwania wobec niej również znacząco wzrosły.
Przed Chwalińską są jeszcze kolejne turnieje. Ekspert liczy, że uda jej się odnieść w nich kilka zwycięstw i zakończyć sezon z przekonaniem, że rzeczywiście należy do wysoko sklasyfikowanego grona zawodniczek. Nie chodzi wyłącznie o punkty rankingowe. Kluczowe będzie również odzyskanie wiary, że jej największe atuty pozwalają jej skutecznie rywalizować z tenisistkami grającymi mocno i w znacznie szybszym tempie.