Legenda, która podbiła scenę, ale nie potrafiła spojrzeć na siebie. Niezwykłe życie Ireny Kwiatkowskiej

Przez ponad siedem dekad była jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiej sceny, radia i telewizji. Publiczność uwielbiała jej charakterystyczny głos, niepowtarzalne poczucie humoru i perfekcyjnie wygłaszane monologi. Dla widzów była legendą. Jednak za kulisami kryła się kobieta niezwykle wymagająca wobec samej siebie – tak bardzo, że nie potrafiła oglądać własnych występów. Kiedy tylko widziała się na ekranie, natychmiast wyłączała telewizor.

Irena Kwiatkowska przyszła na świat 17 września 1912 roku w Warszawie. Jej dzieciństwo nie miało nic wspólnego z blaskiem sceny, który później ją otaczał. Rodzina mieszkała w skromnej robotniczej kamienicy na Woli. Mała Irenka pomagała rodzicom, jak tylko mogła. Jednym z jej pierwszych zajęć była praca w pobliskiej piekarni, gdzie układała bochenki chleba. Po latach wspominała, że za cały dzień pracy otrzymywała jeden bochenek – i właśnie to była jej pierwsza zarobiona w życiu „pensja”.

Nie tylko w piekarni próbowała zarabiać pieniądze. W młodości startowała także w zawodach szermierczych, a zdobyte nagrody pieniężne zasilały domowy budżet. Największą radość sprawiło jej jednak zwycięstwo, po którym otrzymała zupełnie nowy floret. Każdą wolną złotówkę wydawała na bilety do teatru. Bywała na niemal wszystkich warszawskich premierach, chłonąc atmosferę sceny. To właśnie wtedy, gdy zobaczyła na żywo Aleksandra Zelwerowicza, zrozumiała, że chce poświęcić życie aktorstwu. Jak później mówiła, miała wtedy wrażenie, że dotknęła nieba.

 

Посмотреть эту публикацию в Instagram

 

Публикация от Kultura wokół Nas (@kulturawokolnas)

Do egzaminu wstępnego w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej przygotowała fragment „Lalki” Bolesława Prusa oraz wiersze Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Egzamin zdała najlepiej ze wszystkich kandydatów. Już podczas studiów zyskała opinię osoby niezwykle pracowitej i perfekcyjnej. Koledzy żartowali, że potrafi nauczyć się roli szybciej, niż autor zdąży ją dopisać.

Karierę sceniczną rozpoczęła w 1935 roku w warszawskich teatrach. Jeszcze przed wojną pojawiała się w rolach dramatycznych. Miała także wystąpić w filmie „Moja mama — to ja!” u boku Eugeniusza Bodo i Heleny Grossówny, jednak produkcja nigdy nie została ukończona. Dopiero po wojnie widzowie mogli zobaczyć ją na ekranie.

Z czasem stała się jedną z najbardziej charakterystycznych aktorek komediowych. Ogromną popularność przyniósł jej serial „Wojna domowa”, a prawdziwą ikoną uczyniła ją rola kobiety pracującej w „Czterdziestolatku”. Jej słynne zdanie o tym, że żadnej pracy się nie boi, idealnie pasowało do niej samej.

Mimo ogromnej sympatii publiczności nigdy nie lubiła słuchać komplementów. Zwłaszcza tych dotyczących własnych występów. Twierdziła, że gdy tylko zobaczy siebie na ekranie, od razu wyłącza telewizor, bo nie potrafi oglądać samej siebie. Była wobec siebie bezlitosna i stale obawiała się, że gdzieś popełniła błąd.

Poza sceną prowadziła życie zaskakująco zwyczajne. Uwielbiała prace domowe i była w nich niezwykle zaradna. Potrafiła uszyć elegancką suknię, naprawić cieknący kran, uszczelnić okno, a nawet perfekcyjnie obrać ziemniaki. Gotowanie sprawiało jej przyjemność, choć na co dzień brakowało na to czasu z powodu licznych zawodowych obowiązków.

Drugą wielką pasją były podróże. Razem z mężem, Bolesławem Kielskim, zwiedzili wiele krajów. Jeszcze przed wojną odwiedziła m.in. Austrię, Francję, Jugosławię, Niemcy, Monako, Węgry i Włochy. Po wojnie podróżowała dalej, a wspólnie z mężem zobaczyła obie Ameryki. Podczas pobytu w Meksyku w 1973 roku przeżyli nawet silne trzęsienie ziemi o magnitudzie siedmiu stopni w skali Richtera.

Po śmierci męża w 1993 roku nie zrezygnowała z podróżowania. Miała już ponad dziewięćdziesiąt lat, kiedy odebrała swój ostatni paszport. Był jej potrzebny, aby polecieć do Wiednia na bankiet.

Przez 45 lat mieszkała w kamienicy przy ulicy Tamka w Warszawie, na trzecim piętrze budynku z jednym z pierwszych w mieście domofonów. Na początku XXI wieku, za namową bratanicy Krystyny, przeniosła się na Kabaty, a w 2008 roku zamieszkała w Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie.

Irena Kwiatkowska w swoim mieszkaniu przy ul. Kopernika na Tamce

Choć formalnie przeszła na emeryturę w 1994 roku, nie potrafiła przestać pracować. Nadal pojawiała się na scenie gościnnie i podkreślała, że bez pracy nie wyobraża sobie życia. W jednym z wywiadów przyznała nawet pół żartem, pół serio, że gdy naprawdę zostanie emerytką, chciałaby pracować w warszawskich Łazienkach jako sprzątaczka i grabić liście.

Pod koniec życia miała trzy proste życzenia. Chciała umrzeć w Skolimowie, nie być sama w chwili śmierci i aby jej msza pogrzebowa odbyła się w bazylice św. Krzyża w Warszawie.

Irena Kwiatkowska zmarła 3 marca 2011 roku. Wszystkie trzy życzenia zostały spełnione.

Like this post? Please share to your friends: