Na ekranie zawsze sprawia wrażenie człowieka, który niczego się nie boi. Spokojne spojrzenie, opanowany głos, twarz, która nie zdradza zbyt wiele. Leszek Lichota przez lata przyzwyczaił widzów do ról silnych mężczyzn – zdecydowanych, twardych, czasem surowych. Jednak za tą kamienną maską kryje się historia, która zaczęła się znacznie wcześniej, niż pojawił się na planach filmowych. Historia chłopca, który w wieku zaledwie czternastu lat musiał zmierzyć się z czymś, co na zawsze zmieniło jego życie.
Urodził się 17 sierpnia 1977 roku w Wałbrzychu. Dorastał w mieście o robotniczym charakterze, w zwyczajnym domu, w którym codzienność miała swój rytm. Nic nie zapowiadało, że pewnego poranka wszystko się rozsypie. A jednak właśnie jeden zwykły dzień podzielił jego życie na „przed” i „po”.
Miał wtedy 14 lat. Był nastolatkiem z głową pełną spraw typowych dla tego wieku – szkoła, koledzy, pierwsze marzenia. Tego dnia wrócił do domu, bo zapomniał spakować do plecaka podręcznika do historii. To drobne niedopatrzenie sprawiło, że znalazł się w miejscu i momencie, którego nie zapomni do końca życia. Wchodząc do pokoju, zobaczył swojego ojca bez oznak życia. Ten obraz został z nim na zawsze.

Po latach przyznał, że właśnie dlatego zwykły szkolny podręcznik do historii stał się dla niego książką, która najmocniej wpłynęła na jego życie. Nie z powodu treści. Nie z powodu pasji do przeszłości. Ale dlatego, że przypomina o chwili, gdy dzieciństwo skończyło się nagle i bez ostrzeżenia. „Zapomniałem jej spakować wieczorem do plecaka i rano, wchodząc do pokoju, znalazłem mojego martwego ojca” – wyznał publicznie, odsłaniając fragment swojego prywatnego dramatu.
Tego dnia świat czternastolatka runął. Zamiast beztroski pojawiła się pustka. Zamiast planów na popołudnie – cisza, której nie dało się zagłuszyć. Strata przyszła nagle i brutalnie, nie dając czasu na przygotowanie. W jednej chwili musiał dorosnąć szybciej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.
Rzadko mówi o swoim życiu prywatnym. Zazwyczaj skupia się na pracy, na rolach, na kolejnych wyzwaniach zawodowych. Być może to właśnie aktorstwo stało się dla niego sposobem na oswojenie emocji, których nie dało się łatwo wypowiedzieć. W wywiadach podkreśla, że nie lubi rozpamiętywać przeszłości. Woli patrzeć przed siebie. „Nigdy nie patrzę w przeszłość, nie rozpamiętuję tego, co było. Jeżeli coś miało negatywne oddziaływanie, staram się to wypierać i patrzeć przed siebie: rzeczywistość wygląda teraz tak i idziemy do przodu” – mówił.
To nie była ucieczka od bólu, lecz mechanizm przetrwania. Gdy jest się nastolatkiem i nagle traci się ojca, trzeba znaleźć w sobie siłę, by wstać następnego dnia i dalej funkcjonować. W jego przypadku ogromną rolę odegrali bliscy, zwłaszcza starsi bracia. To oni stali się wsparciem, gdy grunt usuwał się spod nóg. To oni pomagali mu odnaleźć równowagę w świecie, który nagle przestał być bezpieczny.

Z czasem przyszły decyzje dotyczące przyszłości. Wybrał technikum związane z teatrem, a później dostał się na Akademię Teatralną w Warszawie, którą ukończył w 2002 roku. Krok po kroku budował swoją pozycję w branży. Widzowie pokochali go za role w popularnych serialach, takich jak „Na Wspólnej”, „Prawo Agaty” czy „Wataha”. Pojawiał się również w kinowych produkcjach, w tym w głośnym filmie „Boże Ciało”. W nowej wersji „Znachora” wcielił się w postać profesora Rafała Wilczura, udowadniając, że potrafi unieść ciężar kultowej roli.
Na ekranie jest profesjonalny, skupiony, wiarygodny. Wielu widzów widzi w nim symbol stabilności i siły. Niewielu jednak zdaje sobie sprawę, jaką cenę zapłacił za tę wewnętrzną dyscyplinę. Tragedia z młodości nie zniknęła. Nie da się jej wymazać. Można jedynie nauczyć się z nią żyć.
Dziś jego historia porusza, bo pokazuje, że za każdą opanowaną twarzą może kryć się przeszłość pełna bólu. Że sukces nie zawsze rodzi się z beztroski, lecz często z walki o to, by się nie poddać. Leszek Lichota nie pozwolił, by dramat zdefiniował całe jego życie. Uczynił z niego fundament siły.
I choć rzadko wraca do tamtych wydarzeń, jedno jest pewne – czternastoletni chłopak, który pewnego dnia wszedł do pokoju i zobaczył coś, czego nie powinien oglądać żaden nastolatek, wciąż gdzieś w nim jest. To właśnie on nauczył się iść dalej mimo wszystko.