Iwona Pavlović od lat jest jedną z najbardziej charakterystycznych postaci „Tańca z gwiazdami”. Jej obecność przy stole jurorskim stała się dla wielu widzów niemal nieodłączną częścią programu. Sama tancerka przyznaje, że przez lata wypracowała sobie mocną pozycję, a za kulisami show również czuje się ważną częścią całego przedsięwzięcia.
Tym razem Pavlović zdecydowała się opowiedzieć o sytuacji, o której wcześniej nie mówiła szerzej. Wspomniała moment, gdy Edward Miszczak pojawił się w Polsacie i osobiście do niej zadzwonił. Telefon dyrektora programowego miał dla niej szczególne znaczenie, ponieważ już sam sposób, w jaki rozpoczął rozmowę, sprawił, że poczuła się doceniona.
Iwona Pavlović nie ukrywa, że bardzo dobrze wspomina tę rozmowę. Edward Miszczak miał zadzwonić do niej jako do pierwszej osoby, ponieważ chciał podkreślić, że ją ceni. Jednocześnie zależało mu na tym, aby zarezerwowała dla niego pewien czas. Dla jurorki „Tańca z gwiazdami” był to wyraźny sygnał, że jej praca i obecność w programie są naprawdę zauważane.
Pavlović odniosła się również do tego, jak wygląda jej relacja z Edwardem Miszczakiem. Jak zaznaczyła, nie mieszka w Warszawie, dlatego nie spotyka się z nim często. Ich kontakty są przede wszystkim zawodowe, ale jednocześnie bardzo serdeczne. Jurorka ma poczucie, że dyrektor ją ceni, a sama również darzy go sympatią.

Nie oznacza to jednak, że Miszczak zawsze pozostawia po sobie wyłącznie miłe wrażenia. Pavlović zwróciła uwagę na jego bezpośredniość. Jeśli coś mu się nie podoba, potrafi powiedzieć wprost, że dana rzecz jest zrobiona źle. W jej ocenie nie należy do osób, które niepotrzebnie komplikują sprawy. Taki sposób komunikacji najwyraźniej jej odpowiada, ponieważ sama ceni jasne zasady i szczerość.
W rozmowie pojawił się również temat samego „Tańca z gwiazdami” oraz pozycji Pavlović w programie. Jurorka od lat pozostaje jedną z jego najbardziej rozpoznawalnych twarzy i nic nie wskazuje na to, by miała zrezygnować z miejsca przy jurorskim stole. Sama podkreśla, że czuje się ważną częścią show i darzy program dużym szacunkiem.
Pavlović opowiedziała także o tym, jak przez lata zmieniło się jej podejście do telewizji i popularności. Przyznała, że łatwo można zachłysnąć się zainteresowaniem, brawami i oklaskami. Ona sama miała okazję tego doświadczyć jeszcze jako tancerka. Jak zaznacza, lubiła aplauz, ale stara się nie zatracić w świecie telewizji.
Jej zdaniem ogromne znaczenie ma to, aby pozostać sobą. Do świata telewizji weszła już jako dojrzała kobieta i właśnie dlatego, jak uważa, medialna rzeczywistość nie przewróciła jej życia do góry nogami. Doskonale zdaje sobie jednak sprawę, że popularność potrafi mocno wpływać na człowieka, szczególnie gdy z każdej strony pojawiają się pochwały i zainteresowanie.
W przypadku Pavlović ważną rolę odgrywa również charakterystyczny wizerunek „Czarnej Mamby”. Jurorka przyznała, że Edward Miszczak zawsze chce, aby pozostała właśnie taką osobą. To określenie na stałe związało się z jej obecnością w programie, a Miszczak miał być jednym z tych, którzy wiele lat temu dostrzegli w niej coś wyjątkowego.
Pavlović wspomina więc nie tylko sam telefon, ale przede wszystkim słowa, które usłyszała od Miszczaka. Były dla niej ważne, ponieważ pokazywały, że jej wieloletnia obecność w telewizji i charakterystyczny styl pracy mają dla niego znaczenie. Jednocześnie jurorka nie ukrywa, że ceni w nim profesjonalizm, emocjonalne podejście do telewizji oraz to, że pozwala jej zachować dużą swobodę.
Jak sama przyznaje, Miszczak daje jej wolną rękę i może robić to, co uważa za właściwe. To dla Pavlović szczególnie istotne, ponieważ dzięki temu może pozostać sobą zarówno jako jurorka, jak i osoba związana z tańcem od wielu lat.
Historia telefonu sprzed kilku lat pokazuje więc, że za telewizyjnym ekranem również budują się relacje, których widzowie na co dzień nie widzą. Dla Iwony Pavlović była to chwila, którą zapamiętała przede wszystkim dlatego, że poczuła się zauważona i doceniona. A słowa Edwarda Miszczaka najwyraźniej zostały z nią na długo.