Jolanta Lothe należała do grona aktorek, których nie sposób było pomylić z nikim innym. W czasach PRL-u zachwycała publiczność swoją urodą, elegancją i charakterystyczną ekranową obecnością. Jej nazwisko kojarzono przede wszystkim z piękną blondynką o długich nogach, zgrabnej sylwetce i ogromnym wdzięku. Choć przez lata pojawiała się w wielu popularnych produkcjach, jej kariera potoczyła się w sposób, którego wielu widzów mogło się nie spodziewać.
Lothe urodziła się 19 kwietnia 1942 roku w Wilnie. Na scenie pojawiła się już jako siedmioletnia dziewczynka. Zagrała wtedy w przedstawieniu „Trzydzieści srebrników”. Początkowo jednak wcale nie planowała zostać aktorką. Swoją przyszłość chciała związać z medycyną, lecz z czasem jej plany całkowicie się zmieniły.
Duży wpływ na jej artystyczną drogę miała matka, Wanda Stanisławska-Lothe, również aktorka. Jolanta ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie w 1966 roku, a później występowała na najważniejszych warszawskich scenach. Pracowała między innymi w Teatrze Syrena, Teatrze Klasycznym, Teatrze Studio oraz Teatrze Narodowym.

Publiczność zaczęła coraz mocniej zwracać na nią uwagę również dzięki rolom filmowym i telewizyjnym. Wystąpiła między innymi w „Rejsie”, „Potopie”, „Polskich drogach”, „Daleko od szosy” oraz „Brunecie wieczorową porą”. Jej ekranowy wizerunek szybko sprawił, że zaczęto postrzegać ją jako jedną z największych piękności polskiego kina tamtych lat.
Uroda była dla niej jednocześnie atutem i pewnym ograniczeniem. Reżyserzy często widzieli w niej przede wszystkim atrakcyjną blondynkę i proponowali role, w których jej wygląd odgrywał bardzo dużą rolę. Sama Lothe chciała jednak pokazywać przede wszystkim swoje aktorskie możliwości. Mimo to widzowie nie potrafili przejść obojętnie obok jej niezwykłej prezencji.
Jedną z produkcji, które szczególnie zapisały się w pamięci publiczności, był „Rejs”. To właśnie tam Lothe pojawiła się w charakterystycznej roli młodej dziewczyny i zwróciła na siebie uwagę szerokiej widowni. Jej uroda szybko stała się jednym z tematów rozmów, a aktorka zaczęła być określana mianem seksbomby PRL-u.
Później pojawiały się kolejne role, dzięki którym umacniała swoją pozycję. W „Doktorze Ewie” wcieliła się w pielęgniarkę Genowefę Kłoś, a w „Polskich drogach” zagrała Urszulę Kuraś. Pokazywała więc, że za efektownym wyglądem kryje się również aktorski talent i doświadczenie zdobywane na scenie.

Po latach Lothe powróciła także do telewizji w serialu „Barwy szczęścia”. W produkcji wcielała się w Teresę Struzik, pojawiając się w niej przez wiele lat. Dzięki temu kolejne pokolenie widzów mogło ponownie zobaczyć aktorkę, którą starsza publiczność pamiętała przede wszystkim z kultowych produkcji sprzed dekad.
W późniejszym okresie jej aktywność przed kamerą była jednak znacznie mniejsza. Lothe coraz bardziej koncentrowała się na teatrze i życiu prywatnym. Wraz z drugim mężem, Piotrem Lachmannem, współtworzyła w Warszawie eksperymentalny Videoteatr Poza, który łączył teatr z nowoczesnymi technikami wideo.
Jej życie osobiste również było związane ze światem artystycznym. Pierwszym mężem aktorki był dramaturg i reżyser Helmut Kajzar, z którym miała córkę Paulę. Po jego śmierci związała się z Piotrem Lachmannem, poetą i reżyserem teatralnym. Ich wspólna działalność artystyczna stała się ważną częścią późniejszego etapu życia Lothe.

Jolanta Lothe zmarła 1 kwietnia 2022 roku w wieku 79 lat. Odeszła aktorka, która przez kilka dekad pozostawała częścią polskiej kultury, choć jej droga zawodowa z czasem coraz mniej związana była z wielkim ekranem. Dla jednych widzów na zawsze pozostała piękną blondynką z filmów PRL-u, dla innych przede wszystkim doświadczoną aktorką teatralną i telewizyjną.
Dziś jej role wciąż można odnaleźć w popularnych filmach i serialach. Wspomnienie o Jolancie Lothe wraca również za sprawą jej dawnych fotografii, na których widać kobietę, która swoim wyglądem przyciągała uwagę całych pokoleń. Jednak jej historia pokazuje, że za ekranowym wizerunkiem kryła się znacznie bardziej złożona artystka, która przez całe życie próbowała udowodnić, że jest kimś więcej niż tylko piękną twarzą.