Bohdan Smoleń przez całe lata uchodził w oczach milionów Polaków za niekwestionowanego króla rodzimej sceny kabaretowej, człowieka o niespożytym dowcipie i niezwykłej charyzmie, który potrafił rozbawić do łez dosłownie każdego. Mało kto jednak zdawał sobie sprawę, że za fasadą szerokiego uśmiechu, błyskotliwych skeczy i ogromnego sukcesu scenicznego krył się człowiek głęboko poturbowany przez los, którego prywatne życie przypominało momentami najmroczniejszy, przepełniony bólem dramat. Legendarny artysta doświadczył w swoich czterech ścianach osobistych tragedii o skali, jaka dla większości zwykłych ludzi jest wręcz niewyobrażalna, a rany na jego duszy nigdy tak naprawdę się nie zagoiły.
Największy, a zarazem najbardziej niszczycielski cios nadszedł w momencie, gdy kariera kabareciarza znajdowała się na samym szczycie, a domowe zacisze miało być dla niego bezpieczną przystanią. Wszystko rozegrało się w ich rodzinnym domu, gdzie z pozoru zwyczajny, spokojny dzień w ułamku sekundy zamienił się w prawdziwy koszmar. Bohdan Smoleń, zaniepokojony dłuższą nieobecnością swojej ukochanej żony Teresy, postanowił sprawdzić, co się z nią dzieje i udał się na piętro budynku. To, co zastał po przekroczeniu progu pomieszczenia, natychmiast sparaliżowało go z przerażenia i na zawsze wyryło się w jego pamięci – jego wybranka podjęła dramatyczną, ostateczną decyzję o odebraniu sobie życia.
Artysta stanął oko w oko z widokiem, który bezpowrotnie zburzył jego dotychczasowy świat i odebrał mu wszelką radość z egzystencji. Śmierć samobójcza ukochanej kobiety, z którą dzielił codzienność, plany i marzenia, była wstrząsem, po którym legendarny komik już nigdy nie zdołał się w pełni podnieść. Co gorsza, ta potworna rodzinna tragedia wydarzyła się zaledwie rok po innym, równie potężnym ciosie, jakim była niespodziewana i tragiczna śmierć jednego z ich wspólnych synów, Piotra. Skumulowanie tak potwornych doświadczeń w tak niezwykle krótkim odstępie czasu sprawiło, że Bohdan Smoleń na długie lata wycofał się z życia publicznego, a dawny blask w jego oczach bezpowrotnie zgasł, ustępując miejsca głębokiej, dojmującej melancholii.

Gwiazdor polskiej estrady przez bardzo długi czas nie był w stanie rozmawiać o tym, co wydarzyło się tamtego mrocznego dnia na piętrze ich własnego domu, a kulisy tej potwornej nocy były pilnie strzeżoną rodzinną tajemnicą. Dopiero po upływie wielu lat, będąc już u schyłku swoich dni, schorowany artysta zdecydował się na niezwykle bolesne, osobiste rozliczenie z przeszłością i zaczął głośno mówić o traumie, która krok po kroku niszczyła jego serce od środzia. Prawda o tym, jak wielki ciężar musiał dźwigać na swoich barkach człowiek, który na scenie bawił całą Polskę, do dziś wywołuje ogromne poruszenie, ciarki na plecach i głębokie łzy wzruszenia u wszystkich fanów jego wybitnej twórczości.