Gdy gasną blaski fleszy, a kurtyna opada, celebryci zostają całkowicie sami ze swoimi demonami, o których zwykli śmiertelnicy nie mają bladego pojęcia. Sebastian Fabijański, jeden z najbardziej wyrazistych i wzbudzających ogromne kontrowersje aktorów w Polsce, zdecydował się na bolesne i bezkompromisowe wyznanie, które wstrząsnęło opinią publiczną. Gwiazdor, znany dotychczas z twardego wizerunku, bez owijania w bawełnę opowiedział o koszmarze, jaki przechodził w zaciszu własnego domu. Artysta przyznał otwarcie, że przez niezwykle długi czas całkowicie bagatelizował i ignorował niepokojące sygnały, jakie wysyłał mu jego własny organizm oraz psychika. Przeświadczony o własnej niezniszczalności, brnął w codzienność, odsuwając od siebie narastający problem, dopóki sytuacja nie stała się krytyczna i nie zmusiła go do podjęcia ostatecznych kroków.
Finał tego wielomiesięcznego wypierania rzeczywistości okazał się dla aktora brutalny, ale jednocześnie ocalający. Sebastian Fabijański wyjawił, że przyszedł moment, w którym nie było już absolutnie żadnej innej możliwości i musiał natychmiast szukać ratunku w szpitalu psychiatrycznym. Zgłoszenie się na specjalistyczny oddział było dla niego jedyną deską ratunku i próbą odzyskania kontroli nad rozsypującym się życiem. Gwiazdor wspomina pobyt w tej placówce jako moment całkowitego odarcia z iluzji i konfrontacji z najtrudniejszą prawdą o sobie samym. To właśnie tam, odcięty od zgiełku show-biznesu, mediów społecznościowych i nieustannej oceny ze strony plotkarskich portali, musiał zmierzyć się z tym, co tak długo podświadomie spychał na dalszy plan.
Aktor z perspektywy czasu nie żałuje tej radykalnej decyzji, choć wymagała ona od niego przełamania ogromnego wstydu i społecznego tabu, które wciąż ciąży nad tematem zdrowia psychicznego w Polsce. Swoim poruszającym i pełnym emocji wyznaniem Sebastian Fabijański chce przede wszystkim odczarować ten trudny temat i pokazać innym, którzy mogą znajdować się w podobnym, mrocznym miejscu, że szukanie profesjonalnej pomocy to żaden powód do wstydu, lecz wyraz najwyższej odwagi. Dziś artysta patrzy na tamto bolesne doświadczenie jako na kluczowy punkt zwrotny, który pozwolił mu przetrwać najgorszy kryzys i na nowo poskładać swoją wrażliwość, choć proces ten wciąż wymaga od niego ogromnej pracy i uważności każdego dnia.