Ikona polskiego dziennikarstwa muzycznego, Maria Szabłowska, przez dziesięciolecia czarowała publiczność swoim aksamitnym głosem i niezwykłą klasą. Niewielu jednak wiedziało, jak burzliwe i nietypowe kulisy miało jej życie prywatne u boku ukochanego mężczyzny. Marek Lipiński, legendarny radiowiec i wieloletni dyrektor Informacyjnej Agencji Radiowej, spędził z gwiazdą ponad pięćdziesiąt lat. Ich wspólna podróż przez życie była pełna skrajnych emocji, a zaczęła się od potężnego konfliktu, który wcale nie zwiastował romantycznego zakończenia. Niedawna informacja o śmierci dziennikarza w wieku 84 lat wstrząsnęła mediami i na nowo otworzyła rozdział opowieści o tej niezwykłej, pełnej tajemnic parze.

Wszystko zaczęło się w latach siedemdziesiątych w gmachu Polskiego Radia. Maria Szabłowska stawiała tam wtedy swoje pierwsze, nieśmiałe kroki, budując pozycję ambitnej i niezwykle pracowitej reporterki. Marek Lipiński był już wówczas szanowaną personą i co najważniejsze, bezpośrednim przełożonym młodej gwiazdy. Relacje szefa i podwładnej od samego początku dalekie były od sielanki. Dziennikarka wielokrotnie wspominała po latach, że ich codzienna praca opierała się na nieustannych starciach i zawodowych kłótniach. Lipiński jako wymagający kierownik bez przerwy czepiał się szczegółów i krytykował jej materiały, na co temperamentna dziennikarka reagowała ostrym sprzeciwem. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, a raczej nieustanna wojna nerwów na radiowych korytarzach.
Z czasem jednak gwałtowne spory i iskry lecące w reżyserskich montażowniach zaczęły przeradzać się w zupełnie inne, głębokie uczucie. Ciągłe utarczki słowne zbliżyły ich do siebie na tyle, że postanowili zaryzykować i zostać parą poza studiem nagraniowym. Sam Marek Lipiński żartował później, że najpierw musieli się porządnie i do upadłego wykłócić w pracy, aby w życiu prywatnym mógł wreszcie zapanować absolutny, wręcz stoicki spokój i harmonia. Mężczyzna zachwycał się swoją wybranką, którą pieszczotliwie nazywał Pućką. Doceniał jej żywiołowość, upór i gigantyczną pasję nie tylko do muzyki, ale też do pielęgnacji domowego ogrodu oraz wybitnego gotowania.

Mimo narodzin ukochanej córki Małgorzaty pod koniec 1981 roku, zakochani przez dekady żyli bez oficjalnego dokumentu. Przez blisko trzydzieści lat formalny ślub nie był im do niczego potrzebny, co w tamtych czasach wywoływało spore poruszenie w środowisku. Wszystko zmieniło się nagle w 2011 roku, a impulsem stała się decyzja ich własnego dziecka. Gdy córka Małgorzata wyjechała do Nowego Jorku i niespodziewanie poinformowała rodziców, że wzięła ślub, Maria i Marek poczuli nagłe ukłucie zazdrości. Postanowili natychmiast pójść w jej ślady i zorganizować własną, sekretną uroczystość. Początkowo marzyli o romantycznym Paryżu, jednak z przyczyn formalnych plan spalił na panewce. Ostatecznie zabrali całą najbliższą rodzinę do słonecznej Barcelony, gdzie w tamtejszym konsulacie po ponad trzydziestu latach nieformalnego związku oficjalnie powiedzieli sobie tak. Ta niezwykła tajemnica ich wieloletniego pożycia i nagłego ślubu na drugim końcu Europy do dziś budzi ogromne emocje wśród wiernych fanów.