Mija kolejna rocznica odkąd Kora, niekwestionowana królowa polskiego rocka, opuściła swoich fanów, pozostawiając po sobie nieutulony żal i gigantyczną spuściznę artystyczną. Jednak tam, gdzie kończy się muzyka, a gasną światła jupiterów, często zaczyna się bolesna rzeczywistość, o której opinia publiczna nie miała pojęcia. Choć mogłoby się wydawać, że rodzina tak wielkiej gwiazdy będzie trzymać się razem w obliczu straty, rzeczywistość okazała się znacznie bardziej skomplikowana. Przez długie miesiące, a nawet lata po jej odejściu, najbliżsi artystki – mąż Kamil Sipowicz oraz synowie Mateusz i Szymon – zmagali się z trudnym procesem podziału majątku, który wywoływał w mediach lawinę spekulacji.

Kora, znana ze swojej bezkompromisowości i miłości do wolności, pozostawiła po sobie nie tylko nieruchomości, takie jak kultowy dom na Roztoczu, ale przede wszystkim prawa do swoich utworów, które generują stałe i niemałe zyski. To właśnie te kwestie stały się kością niezgody. Kamil Sipowicz, który był u boku gwiazdy do jej ostatnich chwil, musiał zmierzyć się z oczekiwaniami synów Kory z poprzedniego związku. Mateusz Jackowski i Szymon Sipowicz mieli własne wizje tego, jak powinna być kultywowana pamięć o ich matce i jak należy zarządzać tym, co po sobie zostawiła. Atmosfera gęstniała, a brak porozumienia rzucał cień na wizerunek idealnej rodziny, jaki przez lata budowano w mediach.
Sytuacja była o tyle trudna, że emocje po śmierci artystki wciąż były żywe. Każda decyzja dotycząca pamiątek, biżuterii czy praw autorskich urastała do rangi symbolu. Bliscy Kory musieli nie tylko poradzić sobie z osobistą żałobą, ale także z twardymi przepisami prawa spadkowego, które w przypadku tak złożonych relacji rodzinnych bywa bezlitosne. W kuluarach szeptano o napięciach między Kamilem a synami piosenkarki, a plotki o rzekomych konfliktach finansowych nie schodziły z czołówek portali plotkarskich. Każdy z nich czuł się powiernikiem innej części duszy Kory, co sprawiało, że kompromis wydawał się niemal niemożliwy do osiągnięcia.

Ostatecznie, po długim czasie niepewności, rodzinie udało się wypracować porozumienie, które miało raz na zawsze zamknąć temat spadku i pozwolić wszystkim skupić się na tym, co najważniejsze – ochronie legendy Kory. Kamil Sipowicz wielokrotnie podkreślał w wywiadach, że proces ten był wyczerpujący psychicznie, ale konieczny, by móc ruszyć dalej. Dziś, choć kwestie formalne zostały uregulowane, wciąż powracają pytania o to, ile kosztowało ich to pojednanie. Spadek po tak wielkiej osobowości to nie tylko liczby na koncie, to ciężar odpowiedzialności, który mąż i synowie gwiazdy będą dźwigać już zawsze, starając się, by blask Kory nigdy nie zgasł przez przyziemne spory o pieniądze.