Tragiczna i nagła śmierć Łukasza Litewki, która wstrząsnęła całą Polską pod koniec kwietnia, zostawiła po sobie nie tylko ogromną pustkę w sercach bliskich, ale także wielkie pytanie o przyszłość jego życiowego dzieła. Poseł, znany z niezwykłej empatii i skuteczności w pomaganiu, stworzył fundamenty pod coś, co stało się fenomenem na skalę kraju – fundację #teamLitewka. Od momentu fatalnego wypadku w Dąbrowie Górniczej, w którym polityk stracił życie, tysiące osób zaangażowanych w jego akcje charytatywne wstrzymywało oddech. Czy „Krokodylki” – jak pieszczotliwie nazywał swoich darczyńców – stracą swój port, a misja ratowania dzieci i zwierząt zostanie przerwana? Dziś wreszcie nadeszła odpowiedź, na którą czekali wszyscy, a oświadczenie wydane przez jego najbliższych współpracowników nie pozostawia złudzeń.
Decyzja o tym, co dalej z organizacją, nie zapadła w pośpiechu ani za zamkniętymi drzwiami biura. Jak podkreślają przyjaciele zmarłego posła, kluczowe były rozmowy z tymi, dla których ta strata jest najbardziej osobista – z rodzicami oraz bratem Łukasza. To właśnie po tych bolesnych konsultacjach zapadł werdykt, który dla wielu jest jedynym słusznym hołdem dla pamięci 36-latka. Fundacja nie tylko nie kończy swojej działalności, ale zamierza kontynuować ją z jeszcze większą siłą, niosąc dalej ogień dobra, który Litewka rozpalił w tysiącach ludzkich serc. Współpracownicy przyznają otwarcie, że zadanie, które przed nimi stoi, jest „niełatwe”, ponieważ Łukasz był nie tylko liderem, ale i sercem całego układu, swoistym kompasem wskazującym drogę w najtrudniejszych momentach.
W poruszającym liście otwartym, który pojawił się w mediach społecznościowych, autorzy wspominają początki drogi Łukasza – od malowania pierwszej ławki i wnoszenia lodówek potrzebującym, aż po stworzenie prężnie działającej machiny pomocy. Podkreślono, że fundacja jest „największym pomnikiem” zmarłego, na który zapracował sobie każdym gestem życzliwości. Choć ból po stracie wciąż jest świeży, a poczucie niesprawiedliwości losu niemal obezwładniające, zespół #teamLitewka wierzy, że ich lider w jakiś magiczny sposób wciąż będzie nad nimi czuwał. To wyznanie sprawiło, że w sieci zawrzało od pozytywnych reakcji, a fani deklarują pełną gotowość do dalszego wspierania inicjatyw, które były marzeniem zmarłego polityka.

Cała sytuacja nabiera dodatkowego ciężaru w obliczu toczącego się śledztwa dotyczącego okoliczności wypadku. Podczas gdy rodzina i przyjaciele starają się ocalić dorobek życia Łukasza, prokuratura nie ustaje w działaniach mających na celu sprawiedliwe osądzenie sprawcy tragedii. Jednak to właśnie walka o przetrwanie fundacji staje się teraz symbolem zwycięstwa życia nad śmiercią. „Wszystkie ręce na pokład” – to hasło, które ma teraz towarzyszyć współpracownikom Litewki. Choć świat bez jego zaraźliwego uśmiechu i niezwykłej energii wydaje się uboższy, to właśnie dalsze działanie jego fundacji ma sprawić, że dobro, którym nas wszystkich zaraził, nigdy nie zgaśnie.