Choć dziś jej imię nie dla wszystkich brzmi znajomo, wystarczy kilka pierwszych taktów „Augustowskich nocy” czy „Gdy mi ciebie zabraknie”, by natychmiast wróciły wspomnienia. Hanna Rek-Wyrobek była jednym z najpiękniejszych głosów swojej epoki. Publiczność ją uwielbiała, krytycy doceniali, a przed nią otwierała się wielka kariera. Nikt nie przypuszczał, że życie napisze dla niej scenariusz znacznie bardziej dramatyczny niż niejedna piosenka o niespełnionej miłości.

Urodziła się dwa lata przed wybuchem II wojny światowej. Jej dzieciństwo od początku naznaczone było tragedią. Ojciec zginął w czasie wojny, choć przez długi czas rodzina żyła nadzieją, że wróci. Matka robiła wszystko, by zdobyć jakiekolwiek informacje o jego losie, sprzedawała majątek i wierzyła w zapewnienia, że mąż przebywa w obozie. Do końca nie poznano prawdy – nie odnaleziono ciała, nie było grobu, przy którym można zapalić znicz. Ta niepewność i ból stały się częścią dorastania przyszłej artystki.
Podczas Powstania Warszawskiego Hanna i jej matka cudem uniknęły śmierci. Schroniły się w kamienicy, która w jednej chwili runęła. Wydobyto je spod gruzów niemal w ostatniej chwili. Przeżyły dzięki pomocy obcych ludzi i ogromnemu szczęściu. Wojenne doświadczenia zostawiły w niej ślad na całe życie – poczucie kruchości świata i świadomość, że wszystko może runąć w jednej chwili.
Dorastała bez ojca, bez symbolicznego miejsca pamięci, które dawałoby ukojenie. Szukała stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa, dlatego zdecydowała się na studia farmaceutyczne. Rozsądek podpowiadał jej zawód pewny i konkretny. Jednak serce nieustannie ciągnęło ją ku muzyce. Śpiewała w chórze, występowała w studenckich teatrach i kabaretach. W środowisku artystycznym szybko zaczęła być rozpoznawalna, a jej charakterystyczny głos przyciągał uwagę. To właśnie wtedy narodziła się „Mewa” – tak nazywali ją przyjaciele, nawiązując do jednej z pierwszych wykonywanych przez nią piosenek.

Przełom przyszedł wraz z udziałem w konkursie radiowym. Zajęła drugie miejsce, ale to wystarczyło, by rozpocząć profesjonalną karierę. Zaczęła koncertować, współpracować z wybitnymi twórcami i pojawiać się na najważniejszych scenach. Jej interpretacje były pełne emocji, delikatności i nostalgii. Publiczność widziała w niej wrażliwą artystkę, która śpiewa tak, jakby opowiadała własne historie.
W życiu prywatnym również odnalazła miłość. Z Bogusławem Wyrobkiem połączyła ją nie tylko relacja uczuciowa, lecz także wspólna pasja do muzyki. Tworzyli duet na scenie i w życiu. Pobrali się, a niedługo później na świat przyszedł ich syn Maciej. Rodzina stała się dla niej najważniejsza. Gdy razem wyjechali do Skandynawii, rozpoczął się nowy rozdział – koncerty za granicą, własny zespół, lata spędzone w Szwecji, Norwegii i Finlandii. Do Polski wrócili po wielu latach, bogatsi o doświadczenia i artystycznie dojrzalsi.
Niestety los ponownie okazał się bezlitosny. Najpierw odeszli jej bracia, potem matka. W latach dziewięćdziesiątych zmarł jej mąż, co było dla niej ogromnym ciosem. Syn Maciej, który poszedł w artystyczne ślady rodziców i pracował jako DJ, wrócił do kraju, by być przy matce. Wydawało się, że wspólnie przetrwają najtrudniejszy czas. Jednak kilka lat później wydarzyło się coś, co złamało jej serce na zawsze.
Maciej zmarł nagle w wyniku pęknięcia tętniaka i wylewu krwi do mózgu. Ta tragedia odebrała jej resztki sił. Śmierć jedynego dziecka była ciosem, po którym nie potrafiła już wrócić do dawnego życia. Choć głos pozostał ten sam, w gardle – jak mówiła – nosiła kamień. Śpiew przestał być pocieszeniem. Zamilkła.
Odeszła w 2020 roku w wieku 83 lat. Spoczęła na warszawskich Powązkach obok ukochanego syna. Jej życie było historią niezwykłego talentu, wielkiej miłości i bólu, który ostatecznie zwyciężył scenę. Zostały piosenki – pełne tęsknoty, jakby od zawsze niosły w sobie echo jej losu.