W środowy wieczór we wrześniu około 6000 osób przechodzi przez kładki, aby dotrzeć na Brown’s Island, sielski park na środku rzeki James w Richmond w stanie Wirginia. Przybyli tu, aby zobaczyć Turnstile, zespół z Baltimore, który wywodzi się z hardcore punkowego undergroundu, ale którego zasięg sięga daleko poza ten świat.
Turnstile wchodzą na scenę przy migoczącym wzburzeniu klawiszy – intro z „Never Enough”, tytułowego utworu z ich nowego albumu. To powolny utwór jak na standardy Turnstile, czułe wyznanie zwątpienia, które narasta do oczyszczającego wspólnego śpiewania. W chwili, gdy utwór się kończy, Turnstile od razu wskakuje do TLC (Turnstile Love Connection), szaleńczego, machającego pięściami utworu z albumu „Glow On” z 2021 roku, a tłum zamienia się w masę machających kończyn. Przez kolejną godzinę ciała fruwają we wszystkich kierunkach, a nieznajomi krzyczą sobie nawzajem teksty piosenek w twarz. Każdy nowy riff, każda zmiana tempa przynosi świeżą falę spoconej euforii.
Koncerty z bramkami obrotowymi (turnstile) odbywają się w ten sposób od lat. Na początku zespół grał w barach i salach parafialnych, a koncerty nigdy nie odbywały się wyłącznie na scenie. Lider Brendan Yates z werblem wskakiwał w tłum, a scena była nieustannym zlepkiem ludzi z widowni, którzy podbiegali, chwytali mikrofon, by zaśpiewać wers lub dwa, a potem z niego znikali.

W 2009 roku nastoletni Yates rzucił studia, by zostać perkusistą legendarnego, hardcorowego zespołu Trapped Under Ice z Baltimore. Rok później założył Turnstile z bliskimi przyjaciółmi, a zespół od samego początku cieszył się ogromnym zainteresowaniem w undergroundzie. Kiedy w 2015 roku wydali swój debiutancki album „Nonstop Feeling”, byli jednym z największych zespołów hardcore’owych. Podczas gdy wielu ich rówieśników sięgało po ciężkie, ekstremalne brzmienia, Turnstile wyróżniał się zawrotnymi refrenami i barwną estetyką. Wkrótce zaczęli zdobywać fanów spoza swojej subkultury.
Kiedy w 2018 roku po raz pierwszy zobaczyłem koncert Turnstile w sali parafialnej w Waszyngtonie, perkusista Daniel Fang grał w szpitalnym fartuchu. Opuścił jeden koncert Turnstile, ponieważ doznał kontuzji podczas treningu do trasy. Fang opowiada tę historię, gdy zespół melduje się na Zoomie z pokoju hotelowego w Mesa w Arizonie kilka tygodni po koncercie w Richmond. „Lekarz powiedział: »Jeśli zagrasz ten koncert, dostaniesz niewydolności nerek. Nie rób tego«” – wspomina Fang. Ale nie chciał opuścić koncertu, więc wypisał się ze szpitala i sam pojechał samochodem. „Majaczyłem z bólu, ale potem poczułem też to spotęgowane piękno. To było takie, takie radosne”.
To właśnie radość mnie naprawdę uderzyła – nie tylko poświęcenie, jakiego Fang musiał się spodziewać, żeby wyjść ze szpitala, ale też zachwyt, który Fang i jego koledzy z zespołu wyraźnie czuli tamtej nocy. To był jeden z najwspanialszych występów, jakie kiedykolwiek widziałem. Od tamtej pory w mojej głowie krąży obraz: Yates zeskakuje ze sceny podczas pierwszej piosenki i zdaje się wisieć w powietrzu godzinami, zanim wykona salto i wyląduje w tłumie. Takie koncerty zmieniały fanów w ewangelistów, a dynamika zespołu rosła.
Trzeci album Turnstile, „Glow On” z 2021 roku, był momentem przełomowym. Zespół współpracował przy tym albumie z doświadczonym producentem popu, Mikiem Elizondo, i posunął się w stronę bardziej słonecznego brzmienia, z mieniącymi się refrenami i perkusyjnymi breakdownami, wciąż zakorzenionego w hardcore’owym katharsis. Płyta ukazała się tuż po zakończeniu lockdownów związanych z pandemią, a jej naładowana energią była zaraźliwa. Publiczność Turnstile rosła wykładniczo. Zdobyli nominacje do nagrody Grammy, koncertowali na arenach z Blink-182 i byli jedynym zespołem rockowym na festiwalach rapowych, takich jak Rolling Loud w Miami.
Na początku tego roku, tuż przed premierą „Never Enough”, tysiące ludzi przybyło na darmowy, dzienny koncert Turnstile w Wyman Park Dell w ich rodzinnym mieście. Każda chwila upłynęła pod znakiem wbiegających na scenę przyjaciół i sympatyków, którzy natychmiast z niej znikali, wykonując salto w tył lub salto w przód. Jednak w dzisiejszych czasach żaden koncert Turnstile nie może tak wyglądać. Publiczność, która przychodzi ich zobaczyć, jest po prostu zbyt duża. Muszą grać w miejscach, gdzie od fanów oddzielają ich bariery, więc sami znajdują sposoby na przekazanie całej tej szalonej energii. Zawsze im się to udaje.
Magia hardcore’owego show tkwi w braku rozróżnienia między wykonawcami a publicznością – w tym, jak publiczność sama staje się show. Kiedy Turnstile gra dla tysięcy ludzi każdej nocy, nie potrafią odtworzyć tego uczucia w ten sam sposób, ale znajdują inne sposoby na ukierunkowanie i ukierunkowanie tej zbiorowej energii. „Największą zmianą było nauczenie się, jak sprawić, by show działo się na scenie, zamiast po prostu być jego częścią” – mówi basista Franz Lyons. „Zaczynasz rozumieć, że musisz stworzyć energię całą piątką, po prostu połączyć siły i pokazać ją innym”.

Na scenie pięciu członków Turnstile jest w ciągłym ruchu: skaczą, wirują, tupią, wołając publiczność, by dała im jeszcze więcej. Oblewają się potem, z oszołomionymi i zwycięskimi spojrzeniami. Samo oglądanie jest męczące, ale kiedy jest się blisko przodu na koncercie Turnstile, nie da się tego tak naprawdę oglądać. Jest się zbyt zajętym kręceniem się w kółko i wpadaniem na ludzi.
Na koncertach Turnstile rzadko widuje się uniesione telefony. Ludzie muszą być czujni. W dawnych czasach ktoś mógł zeskoczyć ze sceny i wylądować na głowie. Nawet z barierkami zapobiegającymi skokom ze sceny, koncert Turnstile to wciąż doświadczenie pełnego zanurzenia. Ale jest to miłe, a nie odstraszające. Olbrzymi ekran z tyłu sceny rzadko pokazuje to, co dzieje się na scenie. Zamiast tego pokazuje radosne, zachwycone twarze ludzi na widowni: ludzi o różnym pochodzeniu, rasie, wieku i płci, wszystkich pochłoniętych chwilą.
Ta utopijna wizja nie zawsze może być utrzymana. Turnstile kończy koncert w Richmond występem Birds, wspólnotowego szaleńca z Never Enough: „W końcu to widzę! Te ptaki nie powinny latać same!” Podczas przerwy Yates żąda: „Wejdźcie tutaj!”. Ludzie w końcu przeskakują przez barierkę, dołączając do zespołu na scenie. Ale pośród natłoku ciał zastępca szeryfa spryskuje jednego z fanów, nastolatka, strumieniem gazu pieprzowego w twarz, co wydaje się być całkowicie nieuzasadnionym pokazem siły. Opary z gazu widocznie wpływają na Lyonsa, który przestaje grać na basie i zakrywa twarz. Nagranie z tego momentu staje się viralem. W kolejnych dniach szeryf Richmond twierdzi, że incydent jest objęty wewnętrznym dochodzeniem, jednocześnie odmawiając odpowiedzi na pytania reporterów na ten temat.

Yates wciąż brzmi na zdenerwowanego, wspominając zakończenie koncertu w Richmond. „Tchórzliwe zachowanie policjanta, który wszedł i spryskał 15-latka, a potem odszedł – nie sądzę, żeby to był odosobniony przypadek” – mówi. „Ale na naszych koncertach to było coś nowego. Staramy się tego unikać”.
Kiedy grasz agresywną muzykę dla ogromnej, rozentuzjazmowanej publiczności każdego wieczoru, pewna doza chaosu jest nieunikniona. „Nie da się kontrolować takich rzeczy, kiedy się zdarzają” – mówi Yates. „Ale myślę, że staramy się zawsze być czujni. Czasami taka jest natura wielkich wydarzeń i ludzi, którzy się jednoczą”.
W tym momencie każdy koncert Turnstile jest wielkim wydarzeniem. Ich trasa koncertowa po Ameryce Północnej to dzieło miłości. Szukali miejsc bez miejsc siedzących, czasami tworząc zupełnie nowe lokalizacje, gdy w tych miastach takich przestrzeni nie ma. „Koncert w Denver był po prostu sceną pod mostem i to był ich pierwszy występ w tym mieście” – mówi Yates. „W Los Angeles po prostu zbudowaliśmy scenę w dużym parku”. Zespół starannie dobrał skład trasy, który obejmuje szerokie spektrum. Eksperymentatorka glitchy pop Jane Remover i śmiały australijski zespół heavy hardcore Speed są na pokładzie przez cały czas, a grupy takie jak Amyl and the Sniffers z Melbourne i Mannequin Pussy z Filadelfii dołączają do nich w różnych momentach. W listopadzie zespół wyruszy w trasę po Wielkiej Brytanii i Europie, a jako support wystąpią londyńscy rockerzy High Vis i eksperymentalni kalifornijscy thrashmetalowcy The Garden.

Yates mówi, że Turnstile zawsze szuka partnerów trasy, których łączy „połączona nić” z zespołem: „Czasami są to wątki brzmieniowe. Czasami to wątek etosu lub coś, co jest ekscytujące pod względem brzmienia, co łączy się ze sobą i tworzy coś, co wydaje się naprawdę interesujące. Daje to każdemu możliwość przyjścia i zabrania ze sobą różnych ludzi i doświadczenia nowych rzeczy – ale nie w sposób przypadkowy, lecz w bardzo zamierzony sposób”.
Ta intencjonalność przejawia się również w muzyce Turnstile. Nadal ma ona swoje korzenie w wybuchowej katharsis hardcore’u, ale przebija przez nią wiele innych brzmień: muzyka taneczna, synthpop i funk. Na płycie Never Enough flet gra londyński jazzman Shabaka Hutchings, wokale Hayley Williams z Paramore i piosenkarki Faye Webster, a produkcję wykonał AG Cook, współpracownik Charli xcx. Jednym z głównych punktów jest „Look Out for Me”, rozległa, siedmiominutowa odyseja, która odchodzi od ostrych, gotowych na mosh riffów, w stronę rodzimego podgatunku house’u, znanego jako muzyka klubowa z Baltimore. Dev Hynes z Blood Orange miał swój udział w dwóch ostatnich albumach Turnstile. Podczas koncertu w Richmond Hynes gra otwierający set i wzbudza entuzjazm publiczności, gdy dołącza do Turnstile w „Alien Love Call”, swoim duecie z Yatesem w 2021 roku.
Choć Turnstile coraz bardziej oddala się od hardcore’owego undergroundu, który ich zrodził, ich koncerty wciąż stanowią wyraz wspólnoty. Niełatwo utrzymać to poczucie, grając dla tysięcy ludzi każdego wieczoru, ale Turnstile wciąż tkwi w mieście i na scenie, na której zaczynali. Poza nową gitarzystką Meg Mills, weteranem brytyjskich zespołów punkowych, takich jak Big Cheese i Chubby and the Gang, wszyscy oni wciąż mieszkają w Baltimore. Yates wciąż gra na perkusji w swoim starym zespole Trapped Under Ice, kiedy tylko ma okazję, a Lyons często dołącza do nich na scenie.

Koledzy z zespołu Lyonsa dziwią się, że Lyons „ciągle jest w centrum uwagi”, że wciąż ma energię, by pojawić się na lokalnym koncercie punkowym zaraz po powrocie z trasy. „To są rzeczy, które naprawdę kocham robić, tak jak wszyscy inni [w zespole]” – mówi Lyons. „Pasja do tego nie kończy się na byciu w zespole”.
Ta pasja rozprzestrzenia się na zewnątrz. Jest zaraźliwa. „Ciągle widzę, jak robią nowe rzeczy, których nigdy wcześniej nie widziałem” – mówi Justice Tripp, frontman Trapped Under Ice i Angel Du$t, będący dla członków Turnstile kimś w rodzaju starszego brata, dzwoniąc ze swojego vana. „Widziałem, jak każdy młody zespół z Baltimore zastanawiał się, co zrobić, żeby wywrzeć taki wpływ. To wywołuje poruszenie. Sprawia, że ludzie wychodzą poza utarte schematy i na nowo interpretują, co znaczy być artystą i wnosić wkład w naszą kulturę lub swoje miasto”.
Yates twierdzi, że Turnstile nie ma planu działania: „Staramy się zachować poziom uznania dla teraźniejszości. Skupianie się na zbyt dalekiej przyszłości nie przynosi żadnych korzyści”. To ma sens. Nikt nie mógł zaplanować drogi Turnstile z sal kościelnych na sceny festiwalowe. To coś, co może się wydarzyć tylko dzięki wysiłkowi, poświęceniu i absolutnej wierze w to, co robią.
Kiedy członkowie Turnstile mówią o graniu na żywo, czasami posługują się niemal mistycznymi sformułowaniami. Lyons mówi: „To były lata pracy – uczyliśmy się, jak naprawdę pracować nad tą chemią i jednością, sprawiając, że energia na scenie jest tak silna, że może poruszyć ludzi po drugiej stronie”.