Żaden moment nie oddaje lepiej cierpienia i ekscytacji, jakie dostarcza sport, niż kontrastujące emocje dwóch drużyn, które właśnie rozegrały wielki finał.
Gdy jedna grupa graczy rzuciła się, by świętować wraz ze swoimi kibicami, druga grupa osunęła się na ziemię, chowając głowy w dłoniach lub murawie.
Emocje te były w pełni widoczne w Szwajcarii 27 lipca, kiedy Anglia pokonała Hiszpanię w trzymającym w napięciu konkursie rzutów karnych i zdobyła tytuł mistrza Europy kobiet 2025.
Było to drugie spotkanie obu drużyn w wielkim finale w ciągu kilku lat po triumfie Hiszpanii na Mistrzostwach Świata w 2023 roku , co dodało spotkaniu dodatkowej pikanterii i intrygi.
Zrozumiałe jest, że twarze angielskich piłkarzy były ostatnią rzeczą, jaką którykolwiek z hiszpańskich piłkarzy chciał zobaczyć po finale – jednak kilka tygodni później wielu z nich nie miało wyboru.
Wśród nich znalazła się pomocniczka Mariona Caldentey, która wróciła do przedsezonowych treningów w Arsenalu i musiała zmierzyć się z kilkoma angielskimi pogromczyniami, w tym kapitan Leah Williams
on, Chloe Kelly, Beth Mead, Alessią Russo i Lotte Wubben-Moy.
Caldentey przyznała jednak, że wcale nie było to nieprzyjemne doświadczenie, gdyż jej angielskie koleżanki z drużyny „ułatwiły” jej powrót do treningów.
„Byli wobec mnie bardzo szanowani” – powiedziała CNN Sports . „Po finale rozmawialiśmy już trochę i widzieliśmy się… mamy do siebie ogromny szacunek.
„Zabolało mnie to, gdy zobaczyłam ich po raz pierwszy. Byłam szczęśliwa z ich powodu i jednocześnie smutna z powodu siebie, ale to nic, bo dzięki nim udało mi się to ułatwić”.
Był to drugi wielki finał, w którym Caldentey brało udział w ciągu kilku miesięcy.
24 maja jej drużyna, Kanonierowie, pokonała Barcelonę Femení 1:0 w finale Ligi Mistrzyń Kobiet, kończąc tym samym jej pierwszy sezon w klubie z północnego Londynu. Zaledwie 12 miesięcy wcześniej Caldentey po 10 latach opuściła Blaugranę , by dołączyć do Arsenalu, a wielu zawodników, z którymi się zmierzyła tego dnia, to jej najbliżsi przyjaciele.
„To trudne, ale to część naszej pracy” – mówi. „Kiedy jesteśmy na boisku, nie mamy przyjaciół, ale gdy tylko mecz się kończy, mam ogromny szacunek dla nich, dla dziewczyn z Barcelony, dla sztabu i dla wszystkich.
„A potem, kiedy byłem już po drugiej stronie, nawet jeśli byłem tu tylko rok, jestem bardzo wdzięczny za to, jak angielscy piłkarze mi pomogli. Zaprzyjaźniliśmy się.
„Każdy chce wygrać, więc nie jesteśmy przyjaciółmi. Ale kiedy już to się stanie, chcę po prostu okazać szacunek i okazać szacunek wszystkim, nawet jeśli wygrają lub przegrają”.
Mimo że sezon zakończył się dla Caldentey porażką w meczu z Anglią, był on i tak owocny. Została wybrana Zawodniczką Sezonu Kobiecej Super Ligi (WSL), a jej koleżanki z drużyny wybrały ją Zawodniczką Roku PFA .
Jej występy w zeszłym sezonie przyniosły jej nominację do Ballon d’Or Féminin, najważniejszej nagrody indywidualnej w piłce nożnej.
Uważa, że to wyróżnienie wynika z faktu, iż w Arsenalu była „nieco bardziej w centrum uwagi” niż w Barcelonie, gdzie „ludzie myślą, że my tylko atakujemy”, a wiele indywidualnych wyróżnień przypadło Aitanie Bonmatí i Alexii Putellas.
„Tutaj też miałem do wykonania zadanie defensywne – i robię to dobrze” – mówi Caldentey. „Więc myślę, że ludzie byli tym trochę zaskoczeni!”
„Wielki sezon” dla Arsenalu
Jak to bywa w przypadku niemal każdego sezonu, Caldentey mówi, że jest to „wielki” sezon dla Arsenalu.
Jako obrońca Ligi Mistrzów drużyna będzie miała duży problem, ale 29-latek wie, że musi się poprawić, jeśli chce konkurować na wszystkich frontach.
Każdy rok staje się trudniejszy, ponieważ inwestycje i siła w kobiecej piłce nożnej stale rosną.
„Wiemy, czego chcemy i chcemy walczyć o wszystkie możliwe trofea” – mówi Caldentey z przekonaniem w rozmowie z CNN Sports. „Musimy być bardziej konsekwentni. Poprzedni sezon był jak jazda kolejką górską, ale zwycięstwo w Lidze Mistrzów było dla klubu czymś niesamowitym”.
Mam nadzieję, że to doda nam pewności siebie. Chcę oczywiście zdobyć wszystkie trofea. To sport drużynowy i to jest nasz cel. A kiedy wszystko idzie dobrze, to i indywidualna strona również się liczy.
„Ale bardzo chciałbym wygrać WSL. To coś, co naprawdę mamy w głowach, no i oczywiście puchary. Jestem tu dość nowy, więc nie zdobyłem jeszcze żadnego z tych trofeów, więc to właśnie teraz siedzi mi w głowie”.
Niestety dla Caldentey i Arsenalu, na drodze do zdobycia pierwszego trofeum WSL od siedmiu lat stoi jedna poważna niebieska przeszkoda: Chelsea.
Klub z zachodniego Londynu wygrał wszystkie sześć tytułów WSL od czasu, gdy Arsenal ostatni raz wygrał tę ligę w 2019 r., a w zeszłym roku zakończył sezon z imponującą przewagą 12 punktów nad klubem z północnego Londynu, mimo znaczących zawirowań, w tym odejścia legendarnej menedżerki Emmy Hayes z klubu.
„Chelsea była niesamowita w ostatnich latach, ponieważ niełatwo być tak konsekwentnym” – mówi Caldentey. „Myślę, że teraz chcemy zacząć sezon mocno.
„W zeszłym sezonie wiemy, że nasz początek nie był dobry, a potem cały czas byliśmy trochę w tyle. Chcemy grać regularnie. Chcemy mieć czyste konta. Chcemy być solidnym zespołem w defensywie, bo wtedy wiemy, że mamy talent i dużo jakości w ataku”.