Adrian Szymaniak, którego widzowie poznali dzięki programowi „Ślub od pierwszego wejrzenia”, pozostawił po sobie nagranie, które dziś nabiera wyjątkowo poruszającego znaczenia. Uczestnik programu zmarł w wieku 39 lat po długiej walce z agresywnym nowotworem mózgu. Jego ostatnia aktywność w mediach społecznościowych pochodzi z 17 maja. Wtedy Adrian opublikował materiał, w którym nie skupiał się wyłącznie na własnych trudnościach. Zamiast tego chciał zwrócić uwagę na osoby, które również mierzyły się z chorobą nowotworową lub były już po zakończonym leczeniu.
W nagraniu opowiedział o swoim udziale w warsztatach organizowanych przez Fundację Rakieta. Był to dla niego pierwszy udział w tego rodzaju wyjeździe. Adrian mówił otwarcie o tym, jak ogromne znaczenie może mieć nawet krótka chwila oderwania się od codzienności, szczególnie wtedy, gdy życie człowieka zostaje podporządkowane chorobie i leczeniu.
„Trzeci dzień warsztatów zorganizowanych przez Fundację Rakiety dobiega końca. I powiem Wam, że uczestniczę w nich po raz pierwszy. Dziękuję bardzo Pani Prezes za zaproszenie” – mówił w opublikowanym materiale.
Później zwrócił uwagę na coś, co z perspektywy czasu szczególnie mocno porusza. Adrian podkreślał, że taki wyjazd pozwala choć na moment odsunąć trudne myśli, odpocząć psychicznie i skierować uwagę na coś zupełnie innego. Nie mówił o tym jedynie jako obserwator. Sam doskonale wiedział, jak wygląda codzienność osoby żyjącej z poważną chorobą.
„Takie wyskoczenie z codzienności domowej, czy też życia wokół choroby i przyjazd, i wzięcie udziału w takim wyjeździe zorganizowanym przez Fundację Rakiety pozwala naprawdę odpocząć głowie, zapomnieć o chorobie i zająć się zupełnie czymś innym” – tłumaczył.
Na końcu nagrania Adrian zwrócił uwagę na znaczenie pozytywnego nastawienia. „A wszystko zaczyna się od głowy, więc tutaj na pewno nastroicie się pozytywnie. Na dalszą drogę” – powiedział.
Dziś te słowa szczególnie mocno zapadają w pamięć. Ostatni post Adriana nie był jedynie relacją z wydarzenia. Stał się również świadectwem tego, że nawet podczas własnych niezwykle trudnych doświadczeń potrafił skierować uwagę na innych i przekazywać im wsparcie. Chciał pokazać, że człowiek zmagający się z chorobą potrzebuje nie tylko leczenia, ale również chwili oddechu, kontaktu z innymi ludźmi i możliwości oderwania myśli od trudnej codzienności.
Посмотреть эту публикацию в Instagram
Dla osób, które śledziły jego historię, nagranie z 17 maja jest dziś szczególną pamiątką. Adrian pojawił się przed kamerą, by opowiedzieć o inicjatywie pomagającej osobom dotkniętym chorobą, a jego słowa dotyczyły przede wszystkim nadziei, odpoczynku psychicznego i odzyskania choć odrobiny normalności.
Jego śmierć sprawiła, że wiele osób wraca teraz do tego materiału. Ostatnie nagranie Adriana pokazuje człowieka, który mimo własnych trudności chciał dać innym coś dobrego: chwilę oddechu, pozytywną energię i przekonanie, że nie trzeba pozwalać, by choroba całkowicie odebrała możliwość przeżywania ważnych momentów. Właśnie dlatego jego ostatni gest wobec innych pozostaje tak mocno w pamięci.