Magda Gessler od lat układa swoje życie u boku Waldemara Kozerawskiego, jednak są wspomnienia, które nawet po wielu latach potrafią wrócić z ogromną siłą. Podczas rozmowy z Ewą Chodakowską w cyklu „Ocal siebie” restauratorka otworzyła się na temat swojego pierwszego małżeństwa z Volkhartem Müllerem. Opowieść o początkach tej relacji sprawiła, że emocje szybko wzięły górę i Gessler nie była w stanie powstrzymać łez.
Restauratorka wróciła pamięcią do czasu, gdy podczas pobytu w Hiszpanii poznała Volkharta Müllera. Jak przyznała, początek ich wspólnej historii do dziś pozostaje jednym z najbardziej wyjątkowych momentów jej życia. Szczególnie mocno zapamiętała chwilę, w której ostatecznie postanowiła przestać czekać na kolejny delikatny krok i sama zdecydowała o przyszłości ich związku.
Jak opowiadała, choć to Volkhart wcześniej się jej oświadczył, to właśnie ona postanowiła nadać ich relacji konkretny kierunek. Miała już dość nieśmiałych podchodów i subtelnych sygnałów. Podczas wystawnego przyjęcia, na którym pojawili się między innymi przyjaciele jej ojca, doszło do rozmowy, która na zawsze zapisała się w jej pamięci.

Gessler zadbała wtedy również o menu. Jedną z największych atrakcji przyjęcia był ogromny tort z wizerunkiem króla Hiszpanii wykonanym z kawioru. Pod koniec imprezy restauratorka spojrzała na stojącego naprzeciwko niej Volkharta i w charakterystyczny dla siebie, zdecydowany sposób postanowiła zakończyć wszelkie niedopowiedzenia. Zapytała go, czy mają demokrację, a gdy usłyszała potwierdzenie, oznajmiła, że tej nocy będzie jej. Volkhart odpowiedział krótko i od tamtego momentu, jak wspominała Gessler, ich drogi już się nie rozeszły.
Dziś te wspomnienia nabierają zupełnie innego znaczenia. Ich wspólne życie zostało przerwane przez śmierć Volkharta, a Gessler opowiedziała również o tym, jak próbowała poradzić sobie z ogromną pustką po jego odejściu. Nie ukrywała, że potrzebowała sposobu, który pozwoliłby jej choć na chwilę odsunąć od siebie trudne emocje.
Znalazła go w tańcu. Przez cztery miesiące niemal każdego dnia wieczorem jeździła do dyskoteki. Spędzała tam czas od dziewiątej wieczorem aż do drugiej w nocy. Jak wspominała, tańczyła w czarnych trykotach i była w żałobie. Nie chodziło jednak o zabawę w zwyczajnym znaczeniu tego słowa. Taniec stał się dla niej sposobem na zagłuszenie wszystkiego, co wtedy przeżywała.
Gessler przyznała, że gdyby nie gotowała i nie malowała, prawdopodobnie właśnie tańcu poświęciłaby całe swoje życie. Uwielbia tę aktywność i potrafiłaby tańczyć nawet osiem godzin dziennie. W tamtym szczególnym okresie stało się to jednak czymś znacznie więcej niż pasją. Każdy kolejny wieczór pozwalał jej choć na moment odsunąć od siebie wspomnienia i rozpacz.
Podczas rozmowy emocje wróciły z całą mocą. Gessler, opowiadając o mężczyźnie, który był ważną częścią jej życia, nie zdołała zachować pełnego spokoju. Jej łzy pokazały, że niektóre historie, niezależnie od upływu czasu, nadal potrafią poruszyć najbardziej wrażliwe miejsca.