
Przez wiele miesięcy codzienność autorki kręciła się wyłącznie wokół podawania leków, konsultacji medycznych i nieustannej troski o komfort chorego partnera. W tym trudnym czasie Kalicińska całkowicie zrezygnowała z siebie, podporządkowując każdą minutę dnia ukochanemu. Jak sama dziś przyznaje z rozrywającym serce smutkiem, robiła absolutnie wszystko, co było w ludzkiej mocy, aby tylko zatrzymać Vlada przy sobie jak najdłużej. Walczyła dosłownie o każdą wspólną chwilę, o każdy uśmiech, spojrzenie i moment, w którym mogli jeszcze potrzymać się za ręce. Choć diagnoza lekarzy nie pozostawiała złudzeń, w sercu pisarki tliła się niezłomna nadzieja, że miłość i troskliwa opieka zdołają oszukać przeznaczenie.
Pustka, jaka pozostała w ich wspólnym domu po odejściu Vlada, jest dla Małgorzaty Kalicińskiej porażająca. Każdy kąt, pamiątki z dalekich podróży i codzienne przedmioty przypominają jej o obecności człowieka, z którym dzieliła najpiękniejsze momenty swojego dojrzałego życia. Pomimo rozrywającego bólu i łez, które same cisną się do oczu, pisarka stara się czerpać siłę z pięknych wspomnień i wdzięczności za czas, który był im dany. Jej poruszające wyznanie to nie tylko krzyk rozpaczy po stracie najbliższej osoby, ale przede wszystkim niezwykłe świadectwo potęgi miłości, która nie cofa się przed żadnym wyzwaniem, nawet tym ostatecznym. Gwiazda ma nadzieję, że jej szczerość pomoże także innym osobom przechodzącym przez żałobę odnaleźć choć odrobinę światła w najciemniejszych momentach życia.
