
Rzeczywistość napisała jednak scenariusz, którego rockandrollowy gwiazdor zupełnie się nie spodziewał. Wielka i namiętna miłość, pełna skrajnych emocji, nagle i niespodziewanie dobiegła końca. Rozstanie okazało się dla Borysewicza prawdziwym początkiem potężnego dramatu, który trwa właściwie do dziś. Zraniona kobieta podjęła radykalną i bezwzględną decyzję – postanowiła całkowicie odciąć się od przeszłości i spalić za sobą wszystkie mosty. Bez zapowiedzi spakowała najpotrzebniejsze rzeczy, zabrała ich wspólną, maleńką córkę i po prostu zniknęła bez śladu, uciekając przed blaskiem fleszy i wpływowym muzykiem.
Dla Jana Borysewicza był to potężny cios prosto w serce, po którym niezwykle trudno było mu się podnieść. Artysta z dnia na dzień stracił nie tylko kobietę, którą darzył bezgranicznym uczuciem, ale przede wszystkim utracił możliwość uczestniczenia w codziennym życiu własnego dziecka. Przez długie lata muzyk musiał żyć ze świadomością, że jego córka dorasta gdzieś daleko, z dala od niego, a on nie ma żadnego wpływu na jej wychowanie. Dzisiaj relacje między dawnymi partnerami są całkowicie martwe. Legendarny gitarzysta do tej pory nie utrzymał żadnego kontaktu z kobietą, która przed laty uciekła z jego świata, zabierając ze sobą to, co miał najcenniejsze. Ta skrywana rodzinna tajemnica przez lata kładła się cieniem na życiu prywatnym gwiazdora, pokazując, że nawet największa sława i pieniądze nie są w stanie uchronić przed rozdzierającą serce samotnością i stratą najbliższych.
