Polski show-biznes i środowisko artystyczne od dziesięcioleci karmią się mniejszymi lub większymi skandalami, jednak ten jeden związek wywołał prawdziwe, medialne tsunami, które przetoczyło się przez cały kraj z niespotykaną siłą. Kiedy wybitny, uwielbiany przez pokolenia aktor Andrzej Łapicki ogłosił światu, że jego serce jest zajęte przez młodszą o równe sześć dekad Kamilę Mścichowską, w mediach natychmiast zawrzało. Wybuchła ogólnokrajowa dyskusja o granicach moralności, miłości, interesowności i ludzkiej przyzwoitości. Para, mimo gigantycznej fali krytyki i powszechnego oburzenia, postanowiła sformalizować swoje uczucie i wzięła ślub, stając się z miejsca ulubionym tematem wszystkich kolorowych magazynów w kraju. Choć od tamtych wydarzeń minęło już sporo czasu, a wybitny artysta odszedł z tego świata, emocje wokół tej relacji wciąż nie opadły, a na jaw wychodzą kolejne, niezwykle poruszające fakty.
Z perspektywy czasu to małżeństwo jawi się jako fascynujący, choć niezwykle skomplikowany obraz dwojga ludzi, którzy musieli mierzyć się z bezwzględną oceną otoczenia. Bliscy znajomi, rodzina oraz środowisko teatralne od samego początku patrzyli na młodą partnerkę gwiazdora z ogromnym dystansem i rezerwą. Po latach od tych wydarzeń, osoby z bliskiego otoczenia zmarłego artysty zdecydowały się na niezwykle szczere podsumowanie tamtej atmosfery, rzucając zupełnie nowe światło na postawę młodej kobiety. Wiele osób z branży uważało, że w zachowaniu młodej wybranki wybitnego reżysera tkwił specyficzny rodzaj niedobrej bezczelności, która drażniła i prowokowała warszawskie salony. Nie była to skromna dziewczyna, która chciała cicho trwać u boku mistrza, lecz osoba doskonale wiedząca, jak wykorzystać medialne zainteresowanie, by znaleźć się w samym centrum uwagi.
Początki ich znajomości wyglądały niewinnie, choć od razu nosiły znamiona wielkiej, towarzyskiej sensacji. Kamila Mścichowska, młoda teatrolożka zafascynowana światem sztuki, poznała starszego od siebie artystę podczas pracy nad jednym z projektów. Andrzej Łapicki, który po śmierci swojej wieloletniej żony Zofii zmagał się z dotkliwą samotnością i poczuciem opuszczenia, nagle odżył przy młodej, energicznej kobiecie. Nowa miłość dała mu niesamowity napęd do życia, sprawiając, że legendarny amant polskiego kina znowu zaczął pojawiać się na premierach i brylować na salonach. Jednak ta sielanka miała swoją bardzo wysoką cenę, którą oboje musieli płacić każdego dnia, znosząc kpiące spojrzenia i bezlitosne komentarze za swoimi plecami.
Sytuacja stała się jeszcze bardziej napięta, gdy wyszły na jaw kulisy podziału majątku po nagłej śmierci wybitnego aktora w 2012 r. Okazało się wówczas, że Andrzej Łapicki na krótko przed odejściem podjął radykalne decyzje i całkowicie zmienił swoją ostatnią wolę. W nowym testamencie młoda żona została całkowicie pominięta, a cały pokaźny majątek, w tym prawa autorskie oraz pamiątki po legendarnym artyście, trafił w ręce jego córki, Zuzanny Łapickiej, oraz ukochanej wnuczki. Dla wielu był to ostateczny dowód na to, że pod koniec życia wielki gwiazdor przejrzał na oczy i zdał sobie sprawę z bolesnych realiów związku, w którym różnica wieku okazała się barierą nie do pokonania. Kamila z dnia na dzień zniknęła z przestrzeni publicznej, odcinając się od mediów i dawnego życia w blasku fleszy.

Dziś, po latach od tamtego obyczajowego skandalu, historia ta wciąż służy jako przestroga i wywołuje olbrzymie emocje. Pokazuje, jak złudne bywają próby oszukania upływającego czasu i jak wielką cenę trzeba zapłacić za chęć przeżycia spóźnionej młodości na oczach całej Polski. Choć Kamila Mścichowska próbowała ułożyć sobie życie na nowo z dala od warszawskiego zgiełku, łatka bezczelnej żony narodowej legendy ciągnie się za nią do dzisiaj, stanowiąc bolesne przypomnienie o czasach, gdy jej nazwisko nie schodziło z pierwszych stron gazet.