Historia miłości Władysława Hańczy i Barbary Ludwiżanki to bez wątpienia jedna z najbardziej fascynujących i nietypowych kronik uczuć w dziejach polskiego show-biznesu. Przez blisko trzy dekady tworzyli duet niemal idealny na scenie, jednak za kulisami ich życie przypominało skomplikowaną partię szachów, w której zasady ustalało serce, a nie sztywne normy społeczne. Hańcza, legendarny odtwórca roli Kargula czy starego Radziwiłła, był mężczyzną o magnetycznej aparycji i głębokim, aksamitnym głosie, któremu nie potrafiła oprzeć się niemal żadna kobieta. Aktor doskonale o tym wiedział i – co tu dużo mówić – chętnie korzystał ze swojego statusu wielkiego amanta lat 70., regularnie wikłając się w płomienne romanse i przelotne miłostki.
Cała artystyczna Warszawa aż huczała od plotek o kolejnych „fascynacjach” przystojnego aktora. W kuluarach teatrów szeptano o jego słabości do koleżanek z planu i pięknych wielbicielek, które koczowały pod wejściem dla artystów. Wiele osób zastanawiało się, jak to możliwe, że u jego boku wciąż trwa ta sama kobieta. Barbara Ludwiżanka, wybitna aktorka o niezwykłej inteligencji i poczuciu humoru, nie była jednak typową, skrzywdzoną żoną, która wylewa łzy w poduszkę. Jej reakcja na chroniczną niewierność męża do dziś jest przedmiotem analiz i niedowierzania. Zamiast urządzać publiczne sceny zazdrości czy żądać rozwodu, Barbara przyjęła postawę, którą niektórzy nazywali świętą cierpliwością, a inni – najwyższym stopniem emocjonalnej dojrzałości.

Prawda o ich związku była znacznie głębsza, niż mogłoby się wydawać postronnym obserwatorom. Ludwiżanka doskonale rozumiała skomplikowaną naturę Hańczy. Wiedziała, że jego skoki w bok są jedynie chwilowym zaspokojeniem próżności lub nagłym impulsem, który w żaden sposób nie zagraża fundamentom ich wspólnego życia. Między małżonkami istniał specyficzny, niemy pakt – on mógł szukać przygód, ale to ona była jego jedyną, prawdziwą przystanią, do której zawsze wracał z pokorą. Hańcza, mimo swoich licznych grzeszków, kochał żonę miłością graniczącą z uwielbieniem. To jej zdanie liczyło się dla niego najbardziej, to z nią dzielił najskrytsze lęki i największe sukcesy. Barbara stała się dla niego nie tylko partnerką, ale i opoką, bez której jego świat natychmiast ległby w gruzach.
Przetrwali wspólnie 29 lat, udowadniając, że definicja szczęśliwego małżeństwa nie zawsze musi pokrywać się z tą słownikową. Ich relacja opierała się na wzajemnym szacunku i akceptacji wad, które dla innych byłyby nie do zaakceptowania. Ludwiżanka swoją postawą rzuciła wyzwanie konwenansom, pokazując, że w wielkim świecie sztuki miłość potrafi mieć wiele odcieni, a lojalność duszy jest czasem ważniejsza niż wierność fizyczna. Do samego końca, gdy gasły światła ich wspólnej drogi, pozostali dla siebie najważniejszymi ludźmi na świecie. Ich historia pozostaje żywym dowodem na to, że za zamkniętymi drzwiami sypialni wielkich gwiazd dzieją się rzeczy, o których zwykłym śmiertelnikom nawet się nie śniło, a prawda o ich uczuciu była pilnie strzeżoną tajemnicą przez długie lata.
