W warszawskim sądzie rozegrały się sceny, które na długo zapadną w pamięć świadkom kolejnej odsłony batalii między Joanną Opozdą a Antonim Królikowskim. Atmosfera od samego początku była gęsta od niewypowiedzianych żali i wzajemnych pretensji, jednak to, co wydarzyło się w trakcie przerwy, doprowadziło aktorkę do stanu skrajnego wzburzenia. Joanna, która od lat samotnie wychowuje małego Vincenta, stawiła się na rozprawie z nadzieją na uregulowanie palących kwestii, lecz zachowanie jej byłego partnera odebrała jako kolejny wyraz lekceważenia nie tylko jej osoby, ale przede wszystkim ich wspólnego syna.
Największe kontrowersje wzbudził fakt, że Antek Królikowski, po ogłoszeniu krótkiej przerwy w posiedzeniu, po prostu nie wrócił na salę rozpraw. Takie zachowanie zszokowało obecnych, a dla Opozdy stało się kroplą, która przelała czarę goryczy. Aktorka, nie kryjąc emocji, głośno komentowała postawę ojca swojego dziecka, wytykając mu brak odpowiedzialności i dojrzałości. W kuluarach mówiło się, że Joanna jest zdruzgotana faktem, iż mężczyzna, który powinien walczyć o relację z synem, ucieka przed wymiarem sprawiedliwości i konfrontacją z rzeczywistością w tak kluczowym momencie.
Sytuacja jest tym bardziej bolesna, że według relacji bliskich gwiazdy, Antoni Królikowski nie widział swojego syna od ponad trzech lat. To niewyobrażalnie długi czas w życiu małego dziecka, które dorasta bez obecności ojca. Joanna Opozda wielokrotnie podkreślała w swoich mediach społecznościowych, że drzwi dla Antka były otwarte, o ile tylko wykazałby on chęć i stabilizację, jednak rzeczywistość maluje się w znacznie ciemniejszych barwach. Brak obecności aktora na sali po przerwie został odebrany jako jasny sygnał, że priorytety młodego Królikowskiego leżą zupełnie gdzie indziej, co dla walczącej o dobro dziecka matki jest ciosem prosto w serce.
Każdy gest i każde słowo wypowiedziane tego dnia w sądzie niosło ze sobą ogromny ciężar emocjonalny. Opozda, mimo starań o zachowanie profesjonalizmu, w pewnym momencie uległa emocjom, co tylko pokazuje, jak wielką cenę płaci za trwający od lat medialny i prawny konflikt. Walka o alimenty i opiekę nad dzieckiem to jedno, ale poczucie bycia ignorowaną przez drugiego rodzica to ból, którego nie ukoi żaden wyrok. Widzowie i fani pary z niepokojem śledzą te doniesienia, zastanawiając się, jak nisko upadną jeszcze ich wzajemne relacje i czy mały Vincent kiedykolwiek doczeka się stabilnej sytuacji rodzinnej.