Brigitte Bardot „Nikogo nie przepraszam za życie, jakie przeżyłam”

Brigitte Bardot zadebiutowała w filmie w wieku 18 lat. W krótkim czasie stała się erotycznym symbolem pokolenia. Filmy takie jak „I Bóg stworzył kobietę” katapultowały ją do międzynarodowej sławy. Jego twarz, ciało, swobodna i prowokacyjna postawa wyznaczyły nową epokę. Bardot nie tylko grała: ucieleśniała zbiorową fantazję. Ale podczas gdy świat ją podziwiał, zaczynała czuć się nieswojo. „Samo czytanie scenariusza wprawiało mnie w panikę” – wyznał. Sława ją dusiła. Postać, którą wszyscy uwielbiali, nie była tą, którą chciała zagrać.

W 1960 roku Bardot urodziła jedynego syna, Nicolasa, z małżeństwa z Jacques’em Charrierem. Ale to nie on go wychował. „Moje relacje z nim były godne ubolewania. Zarówno dla niego, jak i dla mnie”. Nigdy nie czuła instynktu macierzyńskiego i mówiła to wprost. Jej syn był wychowywany przez ojca i dziadków ze strony ojca, z dala od niej. Więź była odległa, bolesna, niezrozumiana. A jednak z biegiem lat coś się odbudowało. „Myślę, że zrozumiał tę dziwną matkę, jaką byłam”.

W czerwcu 1973 roku, w wieku 38 lat, coś się zmieniło. Podczas kręcenia filmu na planie pojawiła się mała koza. Właściciel powiedział: „Pospiesz się i dokończ swoją scenę, w niedzielę jest komunia mojego siostrzeńca i musimy ją upiec na grillu”. Bardot nie mogła tego znieść. „Kupiłam kozę, związałam ją liną i zabrałam ze sobą do pięciogwiazdkowego hotelu. Nawet mój pokój był… cóż za skandal!”. Ten gest, absurdalny i heroiczny, był jego ostatnią sceną. Tego samego dnia postanowił odejść z kina i poświęcić swoje życie zwierzętom.

Założyła *Fundację Brigitte Bardot*, poświęconą obronie zwierząt. Stawiał czoła rządom, tradycjom, przemysłom. Zamienił swój dom w azyl. Jego sprawa stała się jego jedyną towarzyszką. „O nic nie proszą, a dają wszystko” – mówi. W swoich wspomnieniach *Larmes de combat* pisze: „Oddałam mężczyznom swoją młodość i urodę. Oddałam zwierzętom swoje doświadczenie i to, co w mnie najlepsze”.

„Miałam mężów, kochanków, sławę, syna. Ale moje dziedzictwo nie tkwi w tym ani na czerwonych dywanach. Jest w każdym zwierzęciu, które uratowałam przed ludzką arogancją”.

Mając ponad 80 lat, Bardot żyje w izolacji. Nie ma telefonu, komputera ani internetu. Nie prowadzi życia towarzyskiego. Swój czas dzieli z psami, kotami, końmi i kozami. Jej syn, który mieszka w Szwecji, odwiedza ją raz w roku. Chociaż zachował prywatność i unika medialnego rozgłosu, wiadomo, że nauczył się je rozumieć. Jego wiejski styl życia i miłość do natury po cichu przybliżają go do sprawy, którą wybrała.

Bardot nie przeprasza za to, jak żyła. Nie nakłada makijażu, żeby pamiętać. Żegna się ze światem cytatem świętego Franciszka z Asyżu: „Nie będę częścią tego bezczelnego i krwiożerczego ludu”.

Brigitte Bardot to nie tylko ikona, którą ukształtowało kino. To kobieta, która wybrała czułość bez spektakularności, sprawiedliwość bez poklasku. Ta, która uczyniła ze swojego ciała symbol, a z duszy schronienie.

Like this post? Please share to your friends: