Recenzja Jade – najbardziej ekscentryczna gwiazda popu wykracza poza sztucznie stworzoną przeszłość

Pomijając Harry’ego Stylesa, solowe kariery byłych członków zespołów tworzonych przez telewizyjne talent show rzadko poruszają wyobraźnię publiczności. Zazwyczaj podążają one za pewnymi zasadami – albo próbują zaostrzyć brzmienie R&B, z co najmniej jednym singlem z gościnnym udziałem amerykańskiego rapera, albo zmierzają w stronę „dorosłego”, łagodnego pop-rocka, kojarzonego z Radiem 2 – i zazwyczaj sprowadzają się do mgliście zapamiętanego symbolu zastępczego, obrazu i dźwięku kogoś, kto dzielnie zabija czas w latach poprzedzających nieuniknioną trasę koncertową.

To stan rzeczy, który sprawia, że ​​idiosynkratyczna ścieżka, którą do tej pory podążała Jade Thirlwall z Little Mix, jest dziwnie orzeźwiająca. Z pewnością nie stroni od robienia rzeczy, do których zwykli są dopuszczać się byli członkowie zespołu talent show, między innymi od głośnego podkreślania, że ​​nie jest już poddana wyszkolonym przez media ograniczeniom przemysłu sfabrykowanego popu – sądząc po dzisiejszej publiczności, najpopularniejszym przedmiotem na stoisku z gadżetami jest wachlarz z legendą „TINA SAYS YOU’RE A CUNT”, tekstem z Gossip, jej współpracy z duetem tanecznym Confidence Man – niemniej jednak muzyka, którą wybrała, to pop o zauważalnie bardziej intrygującym charakterze niż zwykle. Swoje solowe show rozpoczęła od ubiegłorocznego znakomitego Angel Of My Dreams, głęboko dziwnego, wstrząsającego i niespójnego melanżu wielkich popowych ballad, hałaśliwych syntezatorów i sampli z Puppet On A String Sandie Shaw.

Jade Thirlwall z Little Mix twierdzi, że Arabowie byli „źle przedstawiani”, a ona „odzyskuje kontakt ze swoim dziedzictwem” – Cosmopolitan Middle East

Jak dowodzi występ z jej pierwszej solowej trasy koncertowej, nie wszystko na jej debiutanckim albumie That’s Showbiz, Baby! jest aż tak interesujące: „Before You Break My Heart” jest niesamowicie wpadające w ucho, ale jest to także standardowy disco pop, którego siłą napędową jest sampel zespołu Supremes, jaki sugeruje tytuł. Całość uzupełnia cover utworu „Frozen” Madonny, który przechodzi w medley hitów tanecznych z lat 90., od „Pacific State” zespołu 808 po „Set You Free” zespołu N-Trance.

Ale jest też coś więcej, skąd wzięło się Angel Of My Dreams. Headache łączy chórki w stylu Abby ze zwrotkami, które oferują niemal atonalny rodzaj funku lub są spowite jaskiniowym echem. Dedykuje Unconditional swojej mamie: ma wspaniałą melodię, syndrumy z początku lat 80. i miażdżącą gitarę rockową zespoloną z brzęczącymi industrialnymi bębnami. IT Girl niespodziewanie ożywia brzmienie electroclashu z początku lat 2000., a raczej porywający nurt popu z początku lat 00., który był mocno inspirowany electroclashem, podczas gdy Natural at Disaster zaczyna się jak fortepianowa ballada, by niespodziewanie skręcić w złowrogi elektroniczny grind. Kobieta w jego centrum jest niezwykle pociągającą, radośnie nieoszlifowaną obecnością: ona, ogłasza w pewnym momencie, „trzęsie się jak srający pies”; wykrzykując słowa do swoich fanów LGBTQ+, którzy są tu w dużej liczbie, proponuje, aby podziękować im poprzez dodanie firmowego suspensorium do stoiska z gadżetami.

Może skończyć się tak, jak kończą się tego typu solowe kariery – wrogość wobec byłej koleżanki z zespołu, Jesy Nelson, wyrażona w „Natural at Disaster”, załatana, konferencja prasowa ogłaszająca powrót Little Mix – ale fakt, że cała publiczność wydaje się być perfekcyjna, śpiewając razem z nami album, który ukazał się zaledwie miesiąc temu, daje do myślenia. A nawet jeśli tak się stanie, zamykający album „Angel Of My Dreams” podkreśla, że ​​solowa kariera Thirlwall raczej nie zejdzie w sferę mgliście zapomnianego miejsca.

Like this post? Please share to your friends: