Moje babcie były dziewczynkami sypiącymi kwiaty na moim ślubie, ale nie wszyscy się z tym zgadzają.
Kiedy zaczęliśmy planować nasz ślub, szybko natknęliśmy się na mały problem: w naszych rodzinach nie było małych dzieci.
Ani jednej siostrzenicy, siostrzeńca, ani nawet kuzyna, który mógłby zostać druhną albo chłopcem sypiącym kwiaty. I nagle wpadłam na pomysł: dlaczego moje babcie nie mogłyby być dziewczynkami sypiącymi kwiaty?
Oboje mają po sześćdziesiątce, są pełni energii, humoru i radości życia – szczerze mówiąc, są bardziej pełni życia niż wiele osób w moim wieku.
Najpierw zadzwoniłam do babci Odilii. Po długiej ciszy wybuchnęła śmiechem:
„Poważnie? Chcesz, żeby dwie starsze panie rzucały płatkami kwiatów?”

„Dokładnie!” odpowiedziałem bez wahania.
Od razu się zgodziła. Babcia Sibylle, nieco bardziej powściągliwa, potrzebowała lekkiego nakłonienia, ale dzięki entuzjazmowi Odilii w końcu się zgodziła. I wkrótce zaczęły się przygotowywać, jakby to była rola życia.
Wszystko wydawało się idealne… dopóki nie dowiedziała się o tym matka mojego narzeczonego.
Podczas kolacji wzięła mnie na bok i jej ton był ostrożny:
„Kochanie, jesteś pewna, że to dobry pomysł? To… powiedzmy, trochę nietypowe.”
Zrozumiałem od razu. Dla niej to było dziwne. Może nawet trochę krępujące.
„Myślę, że to cudowne” – odpowiedziałam spokojnie. „To nasz dzień i są zachwyceni”.
Zacisnęła usta – wyraźny znak, że powstrzymuje się od powiedzenia czegokolwiek. Na szczęście mój narzeczony tylko wzruszył ramionami:
„Myślę, że to cudowne”.
Mimo to czułam napięcie w powietrzu. Jego rodzina jest dość tradycyjna i jestem pewna, że niektórzy ludzie podniosą brwi podczas ceremonii. Moja teściowa powtarzała, że „chce, żeby cała uwaga skupiła się na pannie młodej i panu młodym”.
A potem, na kilka dni przed wielkim dniem… przesadziła… (ciąg dalszy w pierwszym komentarzu ???)
Kilka dni przed ślubem moja teściowa próbowała przekonać ich do odwołania, argumentując, że „odwrócą uwagę od panny młodej i pana młodego”. Odilia zadzwoniła do mnie wściekła:
— „Jakby dwie starsze panie mogły zepsuć ci wesele!”
Na szczęście nie dali za wygraną. Sibylle zawahała się na moment, ale przypomniałem jej, że to rola płynąca z serca, a nie kwestia tradycji.
W tym wielkim dniu w powietrzu unosiło się napięcie. Niektórzy goście szeptali, widząc moje babcie w sukienkach druhenek – Odilia w lawendzie, Sibylle w różu. A potem zaczęła się muzyka.
Przeszli nawą, rzucając płatki kwiatów z zaraźliwym entuzjazmem. Cała sala wybuchnęła śmiechem i brawami. Nawet moja teściowa się uśmiechnęła.
Podczas przyjęcia posypały się komplementy: „Twoje babcie są kultowe!”. Odilia i Sibylle delektowały się każdą chwilą.

„Mogłybyśmy to robić zawodowo!” – zażartowała Odilia.
„Dziękuję, że nas w to wciągnęłaś” – powiedziała Sibylle.
Ta chwila utwierdziła mnie w przekonaniu, że dokonałam właściwego wyboru. Śluby to nie tylko tradycja – to celebracja miłości i bliskich. A moje babcie zasługiwały na tę chwilę tak samo jak wszyscy inni.
Jeśli więc wahasz się złamać jakąś „zasadę”, aby nadać swojemu ślubowi więcej znaczenia… po prostu to zrób.