Doświadczenie: Gołąb prawie mnie zabił
Moja twarz była tak zmasakrowana, że można by włożyć palec w rany
Pierwszą część poranka spędziłam z siostrami u mamy niedaleko. W tym samym tygodniu obchodziła urodziny, więc najpierw świętowaliśmy jej urodziny. Około południa postanowiłyśmy pojechać do domu taty, oddalonego o kilka minut jazdy samochodem.
Dwa lata wcześniej, w wieku 22 lat, zrobiłem prawo jazdy na motocykl, po tym jak większość nastoletnich lat spędziłem na nauce. Mój tata jest wielkim fanem motocykli – to mnie zainspirowało – ale mama zawsze się martwiła.
Tego dnia postanowiłem pojechać motocyklem do domu taty. Znam jego drogę jak własną kieszeń – wychowałem się na niej.
Trudno sobie przypomnieć, co się potem wydarzyło. Moje życie zmieniło się w ułamku sekundy. Gdy jechałem drogą mojego taty, zaledwie kilka sekund od jego domu, gołąb nagle wleciał mi w otwarty kask. Wiem o tym tylko z nagrania z kamery monitoringu u sąsiada. W ułamku sekundy odwróciłem głowę, spłoszony widokiem ptaka, i wpadłem prosto na zaparkowane Volvo. Zacząłem robić salta w powietrzu, uderzając głową o ziemię, gdy wylądowałem i wpadłem na krawężnik.
Moja mama i dwie siostry przyjechały kilka minut później i zastały części rowerowe porozrzucane po drodze, a ja leżałam nieruchomo. Moja młodsza siostra krzyczała i płakała, więc pobiegła po tatę. Na szczęście wielu członków mojej rodziny ma wykształcenie medyczne: tata jest lekarzem urazowym i wojskowym, starsza siostra jest lekarzem szpitalnym, a mama lekarzem rodzinnym.
Tata powiedział mi, że mam rozszerzone źrenice, jestem siny, nieprzytomny i krwawię z wewnętrznych i zewnętrznych obrażeń. Powiedział, że moja twarz jest tak zmasakrowana, że w rany zmieściłby się cały palec. Teraz prawie nie chce o tym rozmawiać.
Karetka przyjechała w ciągu kilku minut. Ratownicy medyczni odmówili zdjęcia mi kasku, obawiając się pogorszenia urazu kręgosłupa, ale mój tata krzyknął, że wolałby, żebym siedział na wózku inwalidzkim, niż nie żył, i mimo to go zdjął.

Kiedy obudziłem się tydzień później w szpitalu w Brighton, całe moje wspomnienie wypadku zniknęło, podobnie jak wszelkie wspomnienia z życia sprzed miesiąca. Powiedziano mi, że miałem wypadek, i byłem przerażony i zdezorientowany, gdy lekarze wymienili moje obrażenia. Moja czaszka była roztrzaskana, miałem dwa wylewy krwi do mózgu, straciłem trzy litry krwi, moja miednica była roztrzaskana, kręgosłup złamany w sześciu miejscach. Miałem złamane ramię, cztery złamane żebra, złamany palec, złamane kolano, krwawienie wewnętrzne, a mój pęcherz był wypełniony krwią.
Wielokrotnie oglądałem nagrania z monitoringu, skany i zdjęcia z operacji, próbując poskładać w całość to, co się wydarzyło, ale to nie wydawało się prawdziwe. Potrzebowałem trzech operacji, żeby naprawić miednicę. Miałem już operację oka, której nie pamiętam.
Spędziłem w szpitalu kolejny miesiąc, ale i tak musiałem spędzić trzy miesiące bez ruchu. Nie mogłem nawet sam pójść do toalety i potrzebowałem ciągłej opieki. Widok smutku mojej rodziny był druzgocący. Mój tata nadal nie chce oglądać nagrania, a mama i siostra mówiły, że siedziały w moim pokoju i płakały, bo bały się, że nie przeżyję.
Lekarze nazwali mnie cudem medycyny po sześciomiesięcznej rekonwalescencji, ale nadal mam uszkodzenia miednicy, nerwu twarzowego i mózgu. Chociaż się tym martwiłem, teraz regularnie wracam na motocykl. Wymagało to wielu korekt – moje nogi są teraz innej długości z powodu złamania miednicy. Już nie jeżdżę po drogach, ale nadal robię to, co kocham, korzystając z torów motocyklowych. I teraz patrzę na gołębie trochę inaczej. W pewnym sensie przypominają mi, że mam szczęście, że żyję.
Najważniejsza lekcja, jaką z tego wyciągnąłem, to to, że sprzęt ochronny jest naprawdę ważny. Mój kask kosztował ponad 1000 funtów i gdyby nie był tak dobrej jakości, już bym nie żył. Jedno jest pewne – teraz bardziej niż kiedykolwiek cenię urodziny i czas spędzony z rodziną.