Zanim stała się blond seksbombą Hollywood, przed błyskającymi kamerami i czerwonymi dywanami, Marilyn Monroe była po prostu zagubioną dziewczyną o imieniu Norma Jeane, poszukującą miłości i stabilizacji. Jej pierwsze małżeństwo, dawno zapomniane przez wielu, nie było bajką — było cichym kołem ratunkowym w mrocznym rozdziale jej życia.
Norma Jeane nigdy nie poznała swojego ojca. Jej matka cierpiała na ciężką chorobę psychiczną i większość życia spędziła pod opieką psychiatryczną. Dziewczynka została umieszczona w sierocińcu i tułała się między 12 domami zastępczymi. Dorastała, nigdy nie czując się naprawdę pożądana.
„Chciałam zostać aktorką, gdy miałam pięć lat” – powiedziała kiedyś. „Świat był tak ciemny – chciałam po prostu udawać kogoś innego”.
W wieku 15 lat Norma poznała 22-letniego Jamesa Dougherty’ego, pracownika fabryki, na bożonarodzeniowym balu. Kiedy jej przybrani rodzice planowali przeprowadzkę do innego stanu — grożąc, że odeślą ją z powrotem do sierocińca — zaproponowali rozwiązanie: dlaczego nie pozwolić Jamesowi się z nią ożenić?

Żaden z nich nie był pewien. Marilyn była jeszcze taka młoda i James o tym wiedział. Ale kiedy skończyła 16 lat w 1942 roku, zawarli związek małżeński. James później wspominał, że byli „szalenie zakochani” i że czuł się „najszczęśliwszym facetem na świecie”.

Para prowadziła skromne życie. Marilyn pełniła rolę gospodyni domowej, podczas gdy James dołączył do US Merchant Marine, zabierając ich na wyspę Catalina. Ich dni wypełnione były wyjściami na plażę i kolacjami. „To było jak roczny miesiąc miodowy” – wspominał.
W 1944 roku James został wysłany na Pacyfik. Marilyn, sama, zamieszkała z rodzicami i podjęła pracę w fabryce. Pewnego dnia zauważył ją fotograf. Pojedyncze zdjęcie zapoczątkowało nowe marzenie i agenci modelek zaczęli dzwonić.
Kiedy przekazała rodzinie Jamesa dobrą nowinę, nie pochwalili jej. Modeling nie był pracą dla mężatki, powiedzieli. Jej agenci wywierali presję: żadnych mężów, żadnych dzieci. Modelki musiały wyglądać na singielki.

W 1946 roku Marilyn wysłała Jamesowi papiery rozwodowe. Był zaskoczony.
„To uderzyło jak błyskawica” – powiedział później. „Chciałem skoczyć z klifu”.
Marilyn zaproponowała niezwykły kompromis: mogliby nadal mieszkać razem, po prostu jako rozwiedziona para. Ale James odmówił. Od tego czasu rozmawiali tylko przez prawników.
Dla Marilyn małżeństwo nie pozostawiło żadnego śladu emocjonalnego. „Nie mieliśmy o czym rozmawiać” – przyznała. „Byłam taka znudzona”.
Hollywood olśniło ją w sposób, w jaki James nigdy nie potrafił. Nie była już sierotą. Stawała się Marilyn Monroe.
James obwiniał swoją pracę za ich upadek. Gdyby został, wierzył, że ona też by została. Niektórzy mówią, że Monroe zadzwoniła do niego lata później, zmęczona Hollywood, pytając, czy mogliby być znowu razem. Ale James sprzedał ich historię magazynowi za opłatą — i nigdy więcej z nim nie rozmawiała.

Później powiedział: „Była zbyt miękka dla Hollywood. Gdyby nie została aktorką, mogłaby mieć długie i szczęśliwe życie”.
James ożenił się ponownie rok po rozwodzie i miał trzy córki. Ale jego druga żona nie mogła uciec od cienia Marilyn — nawet zabroniła mu oglądać jej filmy. To małżeństwo zakończyło się w 1972 roku.
Jego trzecia żona była bardziej tolerancyjna. Zachęciła go do opublikowania wspomnień, w których napisał: „Nie znałem Marilyn Monroe. Znałem tylko Normę Jeane”.
James przeżył Marilyn o ponad cztery dekady. Zmarł w 2005 roku w wieku 84 lat.

Więc co myślisz? Czy dziewczyna z sierocińca powinna wybrać spokojne życie — czy też było jej przeznaczone zabłysnąć w Hollywood, nawet jeśli miałoby ją to kosztować wszystko?



