Dorota Rabczewska znowu udowodniła, że nie daje sobie w kaszę dmuchać, a próby zapędzenia jej w kozi róg mogą skończyć się medialnym pożarem. Podczas gdańskiej debaty zatytułowanej Granice Wolności doszło do niezwykle emocjonalnego starcia, które natychmiast stało się tematem numer jeden w rodzimym show-biznesie. Naprzeciw piosenkarki stanęła dziennikarka Magdalena Rigamonti, która postanowiła poruszyć temat budzący ogromne kontrowersje w sieci. Chodzi o przeszłość celebrytki i ciążący na niej prawomocny wyrok sądowy. Sprawa ma swoje korzenie jeszcze w wydarzeniach z 2017 roku, kiedy to były partner życiowy gwiazdy, Emil Haidar, wysunął pod adresem wokalistki oraz jej ówczesnego męża Emila S. poważne zarzuty dotyczące wymuszeń i szantażu. Według zebranego wówczas materiału śledczego zaangażowane miały być osoby trzecie mające na celu zastraszenie biznesmena. Choć sprawa ciągnęła się latami, ostatecznie zakończyła się skazaniem artystki, na którą nałożono również obowiązek wpłaty nawiązki finansowej oraz pokrycie kosztów procesu.
Sytuacja podczas dyskusji zrobiła się wyjątkowo napięta, gdy prowadząca wprost zacytowała podpisywane nazwiskami komentarze oburzonych internautów, którzy głośno zastanawiali się, dlaczego kobieta z wyrokiem bierze udział w wydarzeniu organizowanym w miejscu określanym mianem miasta wolności. Magdalena Rigamonti zapytała celebrytkę bez ogródek o odpowiedzialność za dawne czyny i o to, jak funkcjonuje się z taką przeszłością w demokratycznym kraju. Reakcja Dody była natychmiastowa i niezwykle gwałtowna, a piosenkarka nie zamierzała biernie wysłuchiwać zarzutów. Weszła dziennikarce w słowo i z pełną mocą zaczęła wyliczać swoje zasługi, pytając retorycznie, dlaczego nikt publicznie nie przypomina o jej spektakularnych akcjach charytatywnych, takich jak uratowanie stu pięćdziesięciu osób chorych na białaczkę, zarejestrowanie ćwierć miliona dawców szpiku czy bezinteresowna pomoc chorym dzieciom na oddziałach onkologicznych i w domach dziecka.
Gdy prowadząca zauważyła, że w sieci pojawiały się również pochlebne opinie, zdegustowana Dorota uznała, że dziennikarka celowo skupia się wyłącznie na ciemnych aspektach jej życiorysu, stwierdzając stanowczo, że rozmówczyni ceduje uwagę na same negatywy. Gwiazda otwarcie przyznała, że ma swoje mroczne strony, zaznaczając, iż nie ma blasku bez mroku, jednak jej prywatne burzliwe relacje i kłótnie z dawnymi partnerami nie mają żadnego wpływu na jej ogromne zaangażowanie społeczne. Piosenkarka z rozbrajającą szczerością podsumowała motywy swoich dawnych czynów, mówiąc wprost, że nie żałuje porysowania samochodu byłemu facetowi, ponieważ najwidoczniej na to zasłużył. Na koniec celebrytka odcięła się od zarzutów o brak wiarygodności, deklarując, że nie odpowiada za morderstwa czy kradzieże, a jej wyroki to efekt nadpobudliwości artystycznej duszy, dodając przekornie, że w przyszłości może mieć kolejne wyroki, jeśli jakiś mężczyzna znowu wyprowadzi ją z równowagi.