1 kwietnia 2026 roku mija jedenaście lat od tamtego dnia, który dla polskiego show‑biznesu okazał się ciosem nie do opisania – nagłej śmierci Roberta Leszczyńskiego, dziennikarza muzycznego, krytyka i jednego z najbardziej barwnych jurorów pierwszych edycji programu „Idol”. Jego odejście zaskoczyło wszystkich – miał zaledwie 48 lat, kiedy nasze media obiegła wieść o jego śmierci, a potem długo trwała dyskusja o tym, co tak naprawdę zawiodło i dlaczego tak niespodziewanie opuścił świat.
Dziś wspomnienia o Robercie wracają za sprawą Elżbiety Zapendowskiej, znanej krytyczki muzycznej i specjalistki od emisji głosu, która w rozmowie z Plejadą nie ukrywała emocji. To nie jest zwykłe wspomnienie kolegi z planu telewizyjnego show – to opowieść o kimś, kto nie tylko był współpracownikiem, ale i kimś bliskim, kogo obecność zostawiła trwały ślad w jej pamięci. „Z Robertem mieliśmy raczej luźny układ. Nigdy nie byłam rockandrollowcem, a on nim był… do dziś nie mogę się z tym pogodzić, że go nie ma” – mówiła Zapendowska, a w jej głosie słychać było tęsknotę, którą trudno wymazać po tylu latach.
Zapendowska i Leszczyński znali się z czasów wspólnej pracy przy „Idolu”, gdzie oceniali głosy uczestników, krytykowali ich podejście do sceny i czasem spierali się o muzyczne wybory. Jak sama przyznaje, ich relacje były mieszanką różnic i wzajemnego szacunku – on jako nieokiełznany rockandrollowiec z temperamentem, ona jako bardziej stonowana ekspertka, która jednak potrafiła docenić jego błyskotliwość. To właśnie ta odporność na różnice sprawiała, że ich rozmowy były żywe, czasem pełne spięć, ale kreatywne i pełne pasji.
Dla Zapendowskiej Leszczyński był kimś więcej niż kolegą z planu – był ikoną, kimś, kto wnosił do polskiego dziennikarstwa muzycznego coś niezastąpionego. „Jego odejście sprawiło, że mapa dziennikarstwa muzycznego w Polsce została jakby przedziurawiona. Był bardzo barwną, błyskotliwą i wyrazistą postacią” – podkreśliła, zaznaczając, że to uczucie straty nie mija, nawet po ponad dekadzie od tamtego tragicznego 1 kwietnia.
Choć czas leczy rany, a kolejne pokolenia artystów i dziennikarzy wchodzą na scenę medialną, pamięć o Robercie Leszczyńskim wciąż żyje – nie tylko w archiwach telewizyjnych i w Internet Archive, ale przede wszystkim w sercach tych, którzy mieli z nim do czynienia. Dla wielu był kimś, kto inspirował do myślenia, prowokował do dyskusji i wnosił wyjątkowy ton do każdej rozmowy, w której brał udział. Elżbieta Zapendowska mówi dziś o nim z szacunkiem, ale i z wyraźnym żalem – bo stracić kogoś takiego to nie tylko strata przyjaciela, ale i kawałka pewnej epoki polskiej kultury muzycznej.