W latach 80. znała ją cała Polska. Była nie tylko jedną z najpopularniejszych aktorek swojego pokolenia, ale także symbolem kobiecości i ekranowego uroku. Zachwycała widzów w filmach takich jak „Och, Karol”, „Dziewczyny z Nowolipek”, „Rajska jabłoń”, a także w serialowych hitach „Tulipan” i „W labiryncie”. U schyłku PRL-u mówiono o niej, że jest wybitna, a jej kariera rozwija się w zawrotnym tempie. Nikt nie przypuszczał, że będąc u szczytu popularności, zdecyduje się na krok, który na długie lata odmieni jej życie i zawodową pozycję.
Marta Klubowicz przyszła na świat 8 lutego 1963 roku w Kłodzku, w rodzinie o kresowych korzeniach. Jej bliscy po wojnie osiedlili się na Ziemiach Odzyskanych. Ojciec pracował na kolei jako specjalista od mostów i wiaduktów, co wiązało się z częstymi przeprowadzkami. Rodzina zmieniała miejsce zamieszkania wielokrotnie, jednak mimo braku stabilizacji aktorka wspomina dzieciństwo jako szczęśliwe i pełne ciepła. Dorastała w wielopokoleniowym domu, w którym panowała bliskość i wzajemne wsparcie. Choć nie byli zamożni, niczego jej nie brakowało – były rodzinne święta, prezenty pod choinką i poczucie bezpieczeństwa.
Decyzja o wyborze aktorstwa okazała się naturalnym krokiem. Została przyjęta do szkoły aktorskiej we Wrocławiu, a jeszcze w trakcie studiów zadebiutowała na ekranie główną rolą w filmie „Wakacje z Madonną”. Od tego momentu jej kariera nabrała tempa. Po ukończeniu nauki otrzymała angaż w Teatrze Powszechnym w Warszawie, a kolejne propozycje filmowe i telewizyjne napływały jedna po drugiej. W latach 80. pracowała niemal bez wytchnienia, grając w produkcjach, które przyciągały przed telewizory miliony widzów.

Popularność nie szła jednak w parze z wielkimi pieniędzmi. Jak po latach przyznawała, zarabiała na tyle, by przeżyć i dołożyć do skromnej gaży teatralnej. Nie było mowy o luksusach czy oszczędnościach. Wynajmowała mieszkanie bez telefonu, a o własnym samochodzie mogła jedynie marzyć. Dodatkowo zaczęła odczuwać ciężar zaszufladkowania. Jej uroda sprawiła, że często proponowano jej role oparte głównie na wizerunku atrakcyjnej kobiety, co nie zawsze dawało artystyczną satysfakcję. Z czasem narastało w niej poczucie niedosytu.
W życiu prywatnym również nie brakowało emocji. Pierwsze małżeństwo, zawarte z dziennikarzem Markiem Różyckim, okazało się pochopne i zakończyło się rozwodem. Prawdziwą rewolucję przyniosło jednak spotkanie z austriackim biznesmenem Gottfriedem Schemberem. Poznali się podczas rejsu luksusowym statkiem, a rodzące się uczucie było na tyle silne, że aktorka zdecydowała się na kolejny ślub oraz wyjazd z Polski. W 1992 roku spakowała swoje życie i przeniosła się do Austrii.
Choć podkreślała, że nie była to ucieczka i nie paliła za sobą mostów, decyzja ta miała dalekosiężne konsekwencje. W Polsce panował wówczas kryzys w branży filmowej, a perspektywa nowego życia u boku ukochanego wydawała się kusząca. W Austrii uczyła się języka, próbowała sił w tamtejszych produkcjach, pisała felietony. Dzieliła czas między Wiedeń a dom w Alpach. Z zewnątrz wszystko wyglądało jak spełniony sen o nowym początku.
Z czasem jednak relacja zaczęła się rozpadać. Gdy małżeństwo dobiegło końca, aktorka stanęła przed trudnym wyborem. Powrót do Polski nie był triumfalny. Okazało się, że przez lata nieobecności „wyszła z obiegu towarzyskiego”, a jej dawna pozycja w środowisku przepadła. Popularność, która kiedyś wydawała się niezachwiana, stała się jedynie wspomnieniem. Karierę musiała budować praktycznie od nowa, w zupełnie innych realiach niż te, które opuszczała na początku lat 90.

Determinacja i doświadczenie pozwoliły jej jednak stopniowo wracać na scenę i ekran. Nie odzyskała już statusu największej gwiazdy, ale znalazła dla siebie stabilne miejsce w branży. Równocześnie los przyniósł jej nowe uczucie. W 2002 roku, podczas pracy nad adaptacją „Balladyny” w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym w Koszalinie, poznała niemieckiego dramatopisarza i reżysera Freda Apkego. Początkowo współpracowali zawodowo – przetłumaczyła jego sztukę na język polski. Z czasem relacja przerodziła się w związek, który trwa do dziś. Choć nie zdecydowała się na trzeci ślub, nazywa go swoim „nieślubnym mężem” i podkreśla, że fundamentem ich relacji jest przyjaźń, wzajemna fascynacja i umiejętność rozmowy.
Obok pracy aktorskiej zajęła się także tłumaczeniem i pisaniem poezji. Wydała kilka tomików wierszy, w których porusza tematy emigracji, tożsamości i kobiecej wrażliwości. Nadal pojawia się w serialach telewizyjnych, udowadniając, że mimo burzliwych doświadczeń nie zrezygnowała z artystycznej drogi.
Historia Marty Klubowicz to opowieść o cenie, jaką czasem płaci się za miłość i odwagę podejmowania ryzyka. To także dowód na to, że nawet po utracie pozycji i rozczarowaniach można odbudować swoje życie – być może już nie w blasku największych reflektorów, ale w zgodzie ze sobą i własnymi wyborami.