Jeszcze kilkanaście lat temu Mikołaj Marcela patrzył w lustro i widział człowieka, który coraz bardziej oddala się od własnych marzeń. W 2010 roku jego waga sięgała około 150 kilogramów. Każdy dzień był wyzwaniem – nie tylko fizycznym, ale też psychicznym. Zmęczenie, brak energii, dyskomfort w codziennych sytuacjach i cicha frustracja, która narastała miesiącami. Nikt z zewnątrz nie wiedział, jak bardzo go to przytłaczało. Uśmiech potrafił maskować wiele, ale w środku dojrzewała decyzja, która miała zmienić wszystko.
Nie była to nagła rewolucja ani spektakularne postanowienie noworoczne. Proces zaczął się od refleksji. Od zrozumienia, że problem nie tkwi wyłącznie w liczbie kalorii, lecz w relacji z jedzeniem. Marcela przyznaje, że przez lata jedzenie było czymś więcej niż tylko paliwem dla organizmu – było nagrodą, pocieszeniem, sposobem na stres. I właśnie tę zależność musiał przepracować jako pierwszą. Bez tego żadna dieta nie miałaby sensu.
Посмотреть эту публикацию в Instagram
Przemiana trwała dwa lata. Dwa lata systematycznej, konsekwentnej pracy nad sobą. W tym czasie schudł aż 70 kilogramów. Nie dzięki cudownej metodzie ani modnej diecie z internetu, lecz dzięki stopniowej zmianie nawyków. Kluczowa okazała się prostota. Marcela postawił na monotonię w kuchni – świadomie wybrał powtarzalność posiłków, ograniczenie liczby produktów i unikanie żywności wysoko przetworzonej. To, co dla wielu wydaje się nudne, dla niego stało się wyzwalające.
W swojej książce „Sztuka obrony przed gównianym jedzeniem. Zbawienna monotonia w kuchni i poza nią” opisuje tę drogę bez upiększeń. Podkreśla, że największym przełomem było odejście od kultury przejadania się. Zainspirowała go japońska zasada z Okinawy – hara hachi bu – która polega na jedzeniu do momentu osiągnięcia około 80 procent sytości. To oznacza świadome zatrzymanie się, zanim pojawi się uczucie ciężkości. Brzmi prosto, ale wymaga uważności i cierpliwości. Dla niego stało się fundamentem nowego stylu życia.
Zmiana nie ograniczyła się jedynie do wielkości porcji. Marcela zaczął opierać swoją dietę na warzywach, owocach i roślinach strączkowych. Mięso pojawiało się rzadko, raczej okazjonalnie niż regularnie. Zrezygnował z ultraprzetworzonej żywności, która wcześniej była stałym elementem jego codzienności. Z czasem organizm zaczął reagować inaczej – poziom energii wzrósł, poprawiło się samopoczucie, a waga systematycznie spadała. Każdy kilogram mniej był potwierdzeniem, że obrana droga ma sens.
Co ważne, Marcela nie traktuje swojej historii jako spektakularnej metamorfozy wizerunkowej. Dla niego to przede wszystkim przemiana mentalna. Nauczył się rozpoznawać sygnały głodu i sytości, odróżniać potrzebę fizyczną od emocjonalnej. Zrozumiał, że jedzenie nie musi być odpowiedzią na stres czy zmęczenie. Ta świadomość stała się tarczą ochronną przed powrotem do dawnych schematów.
W książce dzieli się konkretnymi wskazówkami, które mogą pomóc innym. Zachęca do upraszczania codziennych wyborów żywieniowych, planowania posiłków i budowania rutyny. Podkreśla, że to właśnie powtarzalność pozwala wyeliminować impulsywne decyzje. Gdy jadłospis jest przemyślany i przewidywalny, łatwiej oprzeć się pokusom. Monotonia przestaje być wrogiem, a staje się sprzymierzeńcem.
Nie ukrywa też, że początki były trudne. Organizm przyzwyczajony do intensywnych smaków i dużych porcji domagał się dawnych przyjemności. Pojawiały się momenty zwątpienia. Jednak świadomość celu oraz stopniowe budowanie nowych nawyków sprawiły, że wytrwał. Z czasem to, co wcześniej wydawało się wyrzeczeniem, stało się naturalną częścią codzienności.
Dziś utrzymuje wagę i nie traktuje tego jako tymczasowego etapu. To styl życia, który daje mu stabilność i poczucie kontroli. Nie chodzi o perfekcję ani o rygorystyczne zasady, lecz o konsekwencję. Marcela podkreśla, że każdy może znaleźć własną drogę, jeśli zacznie od zmiany myślenia o jedzeniu. Bez tej podstawy nawet najbardziej restrykcyjna dieta nie przyniesie trwałych efektów.
Historia Mikołaja Marceli pokazuje, że spektakularne rezultaty nie zawsze rodzą się z radykalnych decyzji. Czasem wynikają z cierpliwego powtarzania prostych czynności każdego dnia. Z jedzenia trochę mniej, wybierania trochę mądrzej i słuchania własnego ciała. To właśnie ta konsekwencja pozwoliła mu w dwa lata zrzucić 70 kilogramów i utrzymać nową sylwetkę. A jego doświadczenie stało się inspiracją dla tych, którzy wciąż stoją na początku swojej drogi i zastanawiają się, czy zmiana naprawdę jest możliwa.