Barbara Krafftówna zmarła w nocy z 22 na 23 stycznia 2022 roku. Dla wielu widzów na zawsze pozostanie energiczną Honoratką z kultowego serialu „Czterej pancerni i pies”, której promienny uśmiech i ciepła osobowość zapadały w pamięć. Prywatnie jednak jej życie nie było usłane różami. Aktorka przeżyła wiele traumatycznych wydarzeń, w tym przedwczesną śmierć syna, która odcisnęła trwałe piętno na jej psychice. Choć na ekranie zawsze emanowała pogodą ducha, w życiu prywatnym musiała zmierzyć się z wieloma dramatami, które wymagały od niej niezwykłej siły i wytrwałości.
Barbara Krafftówna urodziła się 5 grudnia 1928 roku jako najmłodsza z czwórki rodzeństwa. Pochodziła z artystycznego domu – jej ojciec był architektem, a matka utalentowaną muzycznie osobą, grającą na kilku instrumentach i śpiewającą. Dom rodzinny zawsze wypełniony był muzyką, śmiechem i rozmowami. Jako dziecko uwielbiała recytować wierszyki i odgrywać scenki, bawiąc się w teatr.
Barbara Krafftówna w 1969 r.
Jej dzieciństwo zostało jednak przerwane przez dramatyczne wydarzenia. Śmierć ojca i wybuch II wojny światowej zmusiły ją i matkę do opuszczenia Wołynia i wyjazdu do Warszawy. Wspomnienia wojny pozostały w jej pamięci na zawsze. „Tuż przed wybuchem wojny dostałam puderniczkę. Miałam wtedy niecałe 11 lat, prezent zrobił na mnie ogromne wrażenie. Krótko potem zatrzęsła się ziemia. Bomby, śmierć i głód. Przekonałam się, że to nie teatr” – wspominała w późniejszych latach.
Pomimo dramatycznych okoliczności, zainteresowanie teatrem nie zanikło. Starsza siostra namówiła ją, by w 1943 roku dołączyła do konspiracyjnych zajęć Studia Dramatycznego Iwo Galla, gdzie uczyła się tańca, pantomimy i radzenia sobie ze sceniczną tremą. Barbara wspominała tamten czas jako niezwykle trudny: „Zaczynałam w czasie wojny, w zakonspirowanym mieszkaniu przy ul. Tamka w Warszawie, naprzeciwko była siedziba niemieckiej organizacji Todt. Wchodziliśmy w odstępach czasu. Słyszeliśmy wrzeszczących Niemców, biegających po schodach. Uczyłam się zawodu w przestrzeni, w której musiało się przetrwać. A przetrwanie to istnienie, codzienność.”
Po zakończeniu wojny podjęła pracę w zespole Iwo Galla, który wyruszał w teren, by dostarczać ludziom rozrywki i kultury. Barbara wspominała: „Miasto było doszczętnie zniszczone, a my chcieliśmy dotrzeć do ludzi. We Wrocławiu przeprawiałyśmy się przez most, którego właściwie nie było, aby dotrzeć na występy.”
Jej kariera szybko nabrała tempa, a Barbara Krafftówna stała się wszechstronną artystką – występowała w teatrach, grała w spektaklach dramatycznych Moliera, Szekspira, Witkacego i Wyspiańskiego, a także w kabarecie. Przez siedem lat związana była z Kabaretem Starszych Panów, śpiewając niezapomniane szlagiery. W filmie zagrała m.in. w „Rękopisie znalezionym w Saragossie” i „Jak być kochaną”, lecz największą popularność przyniosła jej rola Honoraty w „Czterech pancernych i psie”.
Życie prywatne Barbary Krafftówny było pełne bolesnych strat. Dwukrotnie wychodziła za mąż, lecz obie relacje zakończyły się tragicznie. W 1956 roku poślubiła aktora Michała Gazdę, z którym doczekała się syna, Piotra. Niestety, w 1969 roku mąż zginął w wypadku samochodowym. Barbara wspominała tę chwilę jako ogromny szok: „W progu stał oficer. Powiedział, że Michał nie żyje. Rzuciłam się na niego i zaczęłam bić w klatkę piersiową, bez słów, bezdźwięcznie.” Śmierć męża pogrążyła ją w depresji, lecz wiedziała, że musi być silna dla syna.
Po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce dołączyła do syna w Stanach Zjednoczonych, gdzie wystąpiła w przedstawieniu po angielsku, choć nigdy wcześniej nie uczyła się tego języka. Wkrótce tam zakochała się po raz drugi, tym razem w Arnoldzie Seidnerze, z którym pobrała się po miesiącu znajomości. Niestety, szczęście nie trwało długo – Arnold zmarł zaledwie pół roku później na zawał serca. Barbara postanowiła nigdy więcej nie wiązać się z mężczyzną i przez ponad dekadę mieszkała w domu seniora w Los Angeles, obserwując napis „Hollywood” z okna.
Największy cios przyszedł w 2009 roku, gdy nagle zmarł jej syn Piotr. Barbara długo nie mogła dojść do siebie, sięgając po leki, by funkcjonować na co dzień. Każda z tych traum pozostawiła w jej sercu wielką bliznę, jednak z biegiem lat nauczyła się żyć pełnią życia, nie rozpamiętując przeszłości.
W ostatnich latach nadal pojawiała się na scenie, występując w Teatrze Dramatycznym i Polonii w Warszawie. Jej recepta na dobre życie brzmiała prosto: „Nikt ci tak nie może pomóc, jak sam sobie nie pomożesz. Jeśli masz kłopoty, dziel się nimi z najbliższymi, szukaj rady, ale nie wynoś tego na zewnątrz, bo ludzie mają własne problemy.”
Barbara Krafftówna odeszła w spokoju, pozostawiając po sobie niezapomniany dorobek artystyczny i historię życia pełną zarówno sukcesów, jak i dramatycznych doświadczeń. Jej życie pokazuje, jak wielką siłę i odwagę może mieć człowiek w obliczu losu, który wielokrotnie wystawiał ją na próbę.