Beata Tiškevič o „lokalnym marozie“ i bolesnej cenie sławy: „Zabrało mi to, co najcenniejsze“

Beata Tiškevič, znana z otwartego komentowania problemów społecznych i dzielenia się swoimi osobistymi doświadczeniami, nie ukrywa, że życie obfitowało w sytuacje wymagające od niej siły i odporności. Ostatnio w ramach wywiadu opowiedziała o swoim pobycie w Stanach Zjednoczonych, doświadczeniach związanych z mediami społecznościowymi oraz o tym, jak łatwo ludzie tworzą sobie fałszywe wyobrażenia na temat życia innych.

Podczas rozmowy Beata wspomniała o jednym z najbardziej dramatycznych momentów swojego życia w USA – pożarach w Kalifornii, które dotknęły ją i jej męża, Saulium. Jak przyznała, początkowo nie zdawali sobie sprawy z powagi sytuacji i próbowali ją bagatelizować. „Zaskoczyło mnie, że świadomość przychodzi stopniowo. Nie od razu rozumiesz, jak poważna jest sytuacja i że będzie eskalować. Myślisz sobie: ‘To minie, zaraz ugaszą.’ Powstała specjalna aplikacja, w której można było obserwować, jak pożary się rozprzestrzeniają, ale co wtedy robili ludzie? Ja też – zaprzeczaliśmy rzeczywistości. To jeden z mechanizmów obronnych. Mówimy sobie, że to daleko od nas. Nawet gdy pożar zbliżał się, wciąż myśleliśmy, że nasza strefa jest bezpieczna. Siedzieliśmy w domu, dusiliśmy się, kaszleliśmy, bolały nas głowy, choć mieliśmy zamknięte okna. Ten zapach, ta ciemność… Brakowało prądu, nie było ciepłej wody. Było południe, a my siedzieliśmy w absolutnej ciemności przez dym i mówiliśmy sobie: ‘Nie, to minie’” – wspominała.

Beata Tiškevič ir Saulius Baradinskas

Z czasem jednak Beata i jej mąż podjęli decyzję o oddaleniu się od epicentrum pożarów. „Spakowaliśmy rzeczy i zarezerwowaliśmy pokój dalej od Los Angeles. Kiedy dotarliśmy na miejsce, spojrzałam na to, co spakowałam – byłam zupełnie nieadekwatna. 15 swetrów, choć była bardzo ciepła pogoda, gruba książka, zero szamponu czy kremu, ale 20 par skarpetek. Widać było, że człowiek był w stresie. Wyjechaliśmy i znajomi próbowali nas uspokajać, że wszystko jest w porządku i pożar się skończy. Jednak wkrótce po naszym odjeździe pożar zbliżył się do naszej okolicy” – opowiadała Beata.

Doświadczenie to zmieniło jej podejście do życia i nauczyło wielu rzeczy. „Zrozumiałam, że była to dla mnie bardzo stresująca sytuacja. Zmieniłam sposób myślenia o przygotowaniu się na wszystko, choć ludzie często nie lubią myśleć o trudnych scenariuszach. Na przykład niedawno próbowałam dowiedzieć się, jak sporządzić plan wypadku drogowego – nigdy wcześniej tego nie robiłam. Ludzie mówią: ‘Nauczysz się, gdy zajdzie potrzeba’, tak jakby jeśli nie jesteś przygotowany, złe rzeczy się nie zdarzą. Ale przecież pary się rozstają i muszą mierzyć się z wieloma problemami. Lepiej więc zawczasu ustalić zasady na trudne sytuacje i mieć plan działania, bo gdy stres już uderzy, trudno wpaść na rozsądne rozwiązanie” – podkreślała.

Beata opowiedziała też o swojej postawie wobec różnych ustaleń i przygotowań: jest zwolenniczką przedślubnych umów, rozmów z rodziną na temat przyszłości, a także sporządzania testamentów. „Dzięki temu jesteś lepiej przygotowany i dbasz o siebie w przyszłości, bo emocje w trudnych sytuacjach mogą ograniczać rozsądne myślenie i zawężać perspektywę” – tłumaczyła.

Beata Tiškevič

Pobyt w USA pozostawił w Beacie wiele wspomnień. Jak przyznała, kraj ten zapadł jej w pamięć przede wszystkim z powodu ogromnej różnorodności. „Na początku trudno było mi ją ogarnąć, ale potem zaczęła sprawiać przyjemność. Zrozumiałam, że jeśli mój mąż może iść do pracy w kostiumie smoka, ja też mogę być różna. Ameryka nauczyła mnie słuchać siebie bardziej, bo w Polsce żyjemy w dość homogenicznym społeczeństwie, wszystko jest podobne, decyzje są podobne, życie jest ujednolicone. Czasami to dobrze, ale czasami zabiera nam część autentyczności. Ameryka mówi: otwórz się, bądź sobą, realizuj swoje marzenia i dziel się nimi, a ludzie cieszą się razem z tobą. W Polsce, gdy podzielisz się marzeniami, często spotykasz się z krytyką” – wspominała.

Podczas pobytu w USA Beata odkryła też na nowo swoją artystyczną stronę. „Zaczęłam chodzić na zajęcia z improwizacji, przypomniałam sobie aktorską stronę siebie, kiedy podczas studiów bawiliśmy się, tańczyliśmy, szaleliśmy. W Polsce znów stałam się bardziej poważna. Już nie uśmiecham się tak często do przechodniów, przestałam rozdawać komplementy, bo reakcje były dziwne i zniechęcające. Jeśli coś nie jest doceniane, wolę zabrać to tam, gdzie jest szanowane” – opowiadała.

Beata przyznała, że media społecznościowe wciąż prowokują ludzi do porównywania się z innymi, ale podkreśla, jak ważne jest wsłuchiwanie się w siebie. „Jeśli czujesz dyskomfort, nie zmuszaj się do oglądania, porównywania i czucia się gorszym. Lepiej zamknąć ekran, przeczytać książkę, porozmawiać z ludźmi, którzy cię kochają i nie oceniają. Ważne jest, by zauważać swoje emocje i zastanowić się, jak zadbać o siebie, jakie są moje potrzeby. Co z tego, że porównuję się do najpiękniejszych, skoro mam cudowne życie, kochającego męża, przyjaciół i pasje?” – mówiła.

Saulius Baradinskas ir Beata Tiškevič / Audriaus Solomino

Odnosząc się do bycia osobą publiczną, Beata przyznała, że sława i rejestry popularności często odciągały ją od siebie samej. „Kiedy byłam młodsza, prestiż i uwaga były pewnym wzmocnieniem. Otrzymywałam mnóstwo prezentów od marek. Kiedy spojrzałam dookoła, zdałam sobie sprawę, że nic nie jest moje, nawet ubrania nie są wyborem. Postanowiłam mówić ‘nie’, zrezygnowałam z części dochodów, ale zyskałam życie, które wybrałam. Teraz nie wyobrażam sobie działać dla sławy – najgorsze, co mogłabym stracić, to siebie” – wyznała.

Poruszając temat bycia znaną, Beata przyznała, że publiczność zmieniła relacje z ludźmi. „Najsmutniejsze było to, że straciłam coś najcenniejszego – prawdziwy kontakt z ludźmi. Teraz trudniej jest mi budować relacje. Wydaje się, że ludzie patrzą na mnie przez projektor, nie widzą mnie taką, jaka jestem. Pozostają tylko ci, którzy potrafią odłożyć mój publiczny wizerunek i przyjaźnić się szczerze, tu i teraz” – mówiła.

Beatai Tiškevič teikiamas diplomas.

Beata podkreśliła też, że wrażenie, jakie tworzą media społecznościowe, często jest mylące. „Często słyszę: ‘Myślałem, że jesteś inna.’ To, co widzimy w internecie, nie jest rzeczywistością. To projekcja. Mam ostry, lokalny humor, czasem przeklinam – tego unikam w sieci, bo odpowiadam za swój wizerunek. Ale jeśli spotkalibyśmy się w prywatnym otoczeniu, pokazałabym swoją prawdziwą stronę – czasem jestem kompletnym marozem, pochodzę z dzielnicy Pašilaičiai” – przyznała.

Beata Tiškevič w swoich doświadczeniach pokazuje, że życie wymaga odwagi, świadomości i dbania o siebie zarówno w trudnych sytuacjach, jak i w codziennym funkcjonowaniu w świecie, w którym łatwo jest zatracić własną autentyczność.

Like this post? Please share to your friends: