Mój roczny synek nieustannie wpatrywał się w ścianę: pewnego dnia byłem zupełnie roztrzęsiony tym, co mówił.
Po śmierci żony mieszkałem z rocznym synkiem w starym domu. Bardzo trudno było opiekować się nim i jednocześnie pracować.
Na szczęście mój syn był bardzo cichym dzieckiem. Pewnego dnia zauważyłem, że nieustannie wpatruje się w ścianę swojego pokoju. Obserwując go uważnie, zauważyłem, że często stał nieruchomo przed ścianą przez kilka minut.
Na początku się nie martwiłam; myślałam, że to po prostu jeden z tych małych nawyków dzieci. Ale z czasem zaczęłam się zastanawiać.
Kiedy stał przed ścianą, nie reagował na moje wołania ani na dźwięki dochodzące z otoczenia. Ta sytuacja zaczęła mnie coraz bardziej niepokoić.
Pewnego wieczoru postanowiłem usiąść z nim i po cichu mu się przyglądać. Nagle usłyszałem, jak coś szepcze. Na początku nie do końca rozumiałem, co powiedział, ale kiedy powtórzył i w końcu zrozumiałem, co miał na myśli, te słowa mnie przytłoczyły.

Pewnego wieczoru wyszeptał: „Mama jest tutaj”.
Byłem kompletnie zaskoczony.
Zabierałam syna do pediatry, a potem do psychologa, który tłumaczył mi, że być może Diego po prostu wyrażał swój smutek na swój własny sposób.

Podczas jednej z sesji narysował niewyraźną sylwetkę, w której rozpoznał swoją matkę.
Mój syn na swój własny sposób odczuwał obecność matki.
To doświadczenie nauczyło mnie słuchać inaczej i zaakceptować, że dzieci mają swój własny sposób doświadczania i rozumienia rzeczy.

Czasami słowa nie wystarczą, aby wyrazić to, co czujemy, ale zachowanie, gesty, a nawet milczenie innych mogą wiele powiedzieć.
Dowiedziałam się, że jako rodzic muszę cały czas zwracać uwagę na niewypowiedziane potrzeby mojego dziecka, nawet jeśli wydają się trudne do zrozumienia.