Mała dziewczynka pobiegła z płaczem w stronę radiowozu, wołając: „Mamo… chodź, pomóż mi, mamo…”. Policjanci pobiegli za nią, a to, co odkryli w jej domu, pozostawiło ich bez słowa.
Dwie policjantki stały przy swoim samochodzie, cicho rozmawiając, gdy nagle zobaczyły małą dziewczynkę biegnącą w ich kierunku. Dziewczynka, wyraźnie zdezorientowana i drżąca, była bosa.
Zatrzymała się przed samochodem i zaczęła płakać. Płakała tak głośno, że policjanci jej nie słyszeli. Słyszeli tylko: „Mamo… chodź, pomóż mi, mamo…”.
Wymienili zaniepokojone spojrzenia, po czym jeden z nich uklęknął przed dziewczynką i spróbował ją uspokoić.
Ale zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, dziewczyna odwróciła się i znowu uciekła. Bez namysłu funkcjonariusze ruszyli za nią.
Wyprowadziła ich z miasta do starego, zrujnowanego domu. Ściany były porośnięte bluszczem, a okna wybite.
Policjanci ostrożnie weszli do środka i to, co zobaczyli, pozostawiło ich bez słowa.

Kiedy policja weszła do domu, znalazła na podłodze w kuchni nieprzytomną i ciężko ranną kobietę po trzydziestce.
W pobliżu widoczny był zepsuty telefon komórkowy. Odniosła ranę głowy i inne obrażenia wskazujące na gwałtowną walkę.
Śledztwo wykazało, że kobieta ta, Rachel, niedawno nawiązała związek z mężczyzną o imieniu Mark.

Rachel powiedziała swojej córce Emily, że jeśli kiedykolwiek znajdzie się w niebezpieczeństwie, powinna zgłosić się do „dobrych policjantów”. Okazało się, że Rachel próbowała zadzwonić pod numer 911, ale szybko się rozłączyła. Jej ostatnia wiadomość brzmiała: „Jest zły. Proszę się pospieszyć”.
Dziewczynka prowadziła radiowóz, mówiąc: „Maman… venez, pomóż mi, mama…”. Policjanci pojechali za nami i opowiedzieli nam, co odkryli w jej domu, po czym odjechali, nie dając nic powiedzieć.
Kilka dni później Marka znaleziono w opuszczonej chacie niedaleko granicy stanu. Po aresztowaniu przyznał się do morderstwa, tłumacząc, że zabił Rachel, ponieważ chciała go opuścić. Został skazany na dożywocie bez możliwości ubiegania się o zwolnienie warunkowe.