Intymny portret Victorii Beckham to obietnica, jaką dawał nam rozgłos towarzyszący premierze trzyczęściowego dokumentu zatytułowanego Victoria Beckham o żeńskiej połowie tej wpływowej pary. Nie doczekaliśmy się natomiast intymnego portretu piosenkarki, która stała się potentatką. Film jest niemal tak intymny jak kanapka Pret, a jeśli ktokolwiek przez chwilę myślał, że będzie inaczej, to cóż, przedstawiam wam film „With Love, Meghan”, którego wnikliwe spojrzenie na życie księżnej w Montecito zwali was z nóg.
Victoria Beckham w filmie dokumentalnym jest tak nieskazitelnie wypielęgnowana, dopracowana i opanowana, jak sama Victoria Beckham. To pochwała dla niej, dla jej męża Davida, jej linii kosmetyków i, przede wszystkim, dla jej biznesu modowego. Przedstawia jej ewolucję od oczarowanego dziecka i nastolatki („Dostałaś zaproszenie do Starlight Express!”, wspomina z dumą mama Jackie), przez Spice Girl, do najsłynniejszej z angielskich WAGs, aż po coraz bardziej odnoszącą sukcesy projektantkę mody i bizneswoman. Na tle przygotowań do jej największego jak dotąd pokazu, na terenie paryskiego zamku, wiele znanych nazwisk w branży – w tym Anna Wintour, Tom Ford i Donatella Versace – rozmawia o tym, co jest potrzebne oprócz talentu, aby odnieść sukces w konkurencyjnej (żeby nie powiedzieć brutalnej) dziedzinie, o snobizmie, z jakim spotkała się jako nowicjuszka w świecie rozrywki, i o sceptycyzmie, który przezwyciężyła.
David świadczy o jej etyce pracy („Lubi udowadniać ludziom, że się mylą. Po cichu”) z właściwym sobie czarującym błyskiem w oku i poczuciem humoru, a Victoria ukrywa swój wizerunek „nędznej krowy” (efekt intensywnego skupienia mediów na jej wyglądzie i wadach, co później przyczyniło się do jej zaburzeń odżywiania, opisanych tu przez Beckhama jako próba kontrolowania jednej z niewielu rzeczy, na które miała wówczas wpływ). Kiedy są razem, żartują i wyśmiewają się z łatwością ludzi po długim małżeństwie, ale to niewypowiedziana, głęboko zakorzeniona niechęć do wyjścia na imprezę jest prawdopodobnie najbardziej rezonującym elementem dla osób w podobnym wieku i stanie cywilnym. Dobrze wiedzieć, że niezależnie od tego, jak efektowne jest to wydarzenie, po pięćdziesiątce po cichu pragnie się zostać w domu.

Jej mentor, Roland Mouret, opowiada, jak pomógł jej zostać projektantką („Potrzebujesz ego, a potem skromności”) i jak jej pierwszy pokaz – niewielka kolekcja, 10 sukienek pokazanych w nowojorskim apartamencie – odniósł ogromny sukces. Gdy ludzie przekonali się, że to w rzeczywistości dzieło Beckham, a nie Mouret, fashionistki stopniowo ją do siebie przyjęły. Pomijając trudny moment związany z milionowym długiem (w zasadzie u męża, który od początku mocno inwestował) wywołanym – hmm – absolutną głupotą finansową, to chyba najlepsze podsumowanie, zdobywała szacunek z każdą nową kolekcją, w tym z paryskim pokazem, który widzimy w trakcie prawie trzygodzinnego pokazu.
W tej skrupulatnie opracowanej, niezwykle nudnej opowieści o wzlotach i upadkach V Beckhama kryje się ciekawsza opowieść o tym, jak odnajdujemy swoje powołanie, jak poznajemy siebie, co to znaczy mieć twórczy instynkt i radość, która pojawia się, gdy znajdujemy sposób na wyrażenie swojego. Twarz Beckham rozjaśnia się, gdy wspomina naukę zawodu u Moureta, gdy przypina stroje w studiu lub układa stylizacje dla modelek. W towarzystwie koleżanek porusza się inaczej, pewnie; relaksuje się w jakiś niewysłowiony, ale głęboki sposób, wiedząc, że jest we właściwym miejscu i robi to, co trzeba. Dziecięca potrzeba działania znalazła swój prawdziwy wyraz w projektowaniu pięknych ubrań.
Można by to również przerobić na rozważania nad tym, dlaczego media są wrogo nastawione do niektórych ludzi, a zwłaszcza do niektórych kobiet. Obserwując Victorię Beckham, zaczynasz dostrzegać, że to właśnie jej niespójność zawsze je zniechęcała – trzeźwa pracowitość odziedziczona po rodzicach kryła się pod pozornie frywolną powierzchownością. Miała być kucykiem na pokaz – zamiast tego jest artystką. Miała stawiać styl ponad treść, ale udało jej się połączyć jedno i drugie. To nie ma sensu. Po prostu uśmiechaj się do zdjęć. I nie uśmiecha się. Nie ma do tego skłonności.
Ale to są myśli i przemyślenia, którymi program nie jest zainteresowany. To trzygodzinna reklama marki Beckham, której jedynym celem jest realizacja kontraktu z Netflixem, wartego 16, a może nawet 20 milionów funtów, i uzupełnienie materiału Davida z 2023 roku. I to działa. Ale ona jest tak ironicznie zabawna, tak wyraźnie o wiele bardziej interesująca i wnikliwa, niż pozwala sobie na to, że marnotrawstwo staje się irytujące. Chciałbym zobaczyć, jak mówi porządnie, a nie w banałach. Umieść ją i jej najlepszą przyjaciółkę Evę Longorię w pokoju z kamerą i kilkoma butelkami wina i obserwuj, jak odchodzą. Netflixie, to twoja kolej.