Joanna Kurska nie zamierza składać broni i po raz kolejny udowadnia, że jest gotowa na totalną wojnę z obecnymi władzami Telewizji Polskiej. Choć w pierwszej instancji warszawski sąd okręgowy bezlitośnie oddalił jej głośny pozew przeciwko publicznemu nadawcy oraz szefowi programu „19.30” Pawłowi Płusce, żona Jacka Kurskiego natychmiast przeszła do ostrego kontrataku. Celebrytka, która domagała się oficjalnych przeprosin oraz okrągłych 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia za naruszenie jej dóbr osobistych, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Na swoim profilu w mediach społecznościowych opublikowała coś, co miało być jej ostatecznym i niepodważalnym dowodem w tej medialnej batalii – autentyczny zrzut ekranu z prywatnego konta bankowego, dokumentujący przelew z Woronicza.
Cała sprawa ma swój początek w głośnym materiale wyemitowanym na początku roku w nowym serwisie informacyjnym TVP, w którym publicznie zarzucono Joannie Kurskiej, że pracując w telewizji publicznej, inkasowała astronomiczne kwoty sięgające ponad 117 tysięcy złotych miesięcznie. Gwiazda od samego początku stanowczo i niezwykle emocjonalnie dementowała te doniesienia, twierdząc, że są one ordynarnym kłamstwem wymierzonym w jej dobre imię i celowym zabiegiem mającym na celu zniszczenie jej reputacji. Kiedy jednak sędzia Beata Taradajczyk uznała, że podane w telewizji informacje dotyczyły jedynie pewnego „rzędu wielkości” w dłuższym okresie zatrudnienia, a nie konkretnej, stałej pensji wypłacanej co miesiąc, Kurska dosłownie straciła cierpliwość. Postanowiła czarno na białym udowodnić wszystkim, jak wyglądała jej finansowa rzeczywistość w czasach, gdy zarządzała flagowym formatem rozrywkowym stacji.
Na upublicznionym zrzucie ekranu z konta bankowego wyraźnie widać przelew z Telewizji Polskiej zatytułowany jako wynagrodzenie za październik 2022 roku. To właśnie wtedy Joanna Kurska triumfowała jako szefowa uwielbianego programu „Pytanie na Śniadanie”, notując rzekomo rekordowe wyniki oglądalności. Zamiast rzekomych sześciocyfrowych sum, na wyciągu widnieje kwota oscylująca w granicach dwudziestu kilku tysięcy złotych na rękę. Publikując ten prywatny dokument, była dyrektor programowa TVP chciała dobitnie pokazać opinii publicznej różnicę między rzeczywistością a medialną narracją. W swoim niezwykle ostrym oświadczeniu bezlitośnie skrytykowała decyzję sądu, nazywając ją „skandaliczną” oraz wydaną na wyraźne polityczne zamówienie obecnej władzy.
Joanna Kurska wprost określiła uzasadnienie wyroku mianem „bełkotu” i „kłamstwa sądowego”, nie kryjąc oburzenia faktem, że instytucja mająca stać na straży sprawiedliwości uznała kwotę 117 tysięcy za ten sam rząd wielkości, co jej realne zarobki rzędu 24-27 tysięcy złotych. Była szefowa śniadaniówki zadeklarowała, że to dopiero początek drogi i już przygotowuje się do złożenia apelacji. Zapowiedziała także, że rozpoczyna symboliczne odliczanie do momentu, w którym prawda ostatecznie zatriumfuje, a ci, którzy powielali nieprawdziwe informacje na jej temat, będą musieli ponieść pełną odpowiedzialność. Medialny konflikt wokół finansów rodziny Kurskich z pewnością nie skończy się więc na jednej rozprawie, a kolejne sądowe batalie zapowiadają się wyjątkowo burzliwie.