Świat polskich skoków narciarskich pogrążył się w niewyobrażalnym żalu i żałobie. Odejście Grzegorza Miętusa, zaledwie 33-letniego byłego reprezentanta kraju, wstrząsnęło środowiskiem sportowym oraz wszystkimi, którzy śledzili jego karierę. Młody sportowiec odszedł zdecydowanie za wcześnie, pozostawiając po sobie ogromną pustkę w sercach najbliższych oraz kolegów ze skoczni, z którymi przez lata dzielił sportową pasję, wzloty i upadki. Ostatnie pożegnanie skoczka stało się niezwykle bolesnym momentem, w którym cała narciarska rodzina zjednoczyła się w bólu i smutku.
Wśród zgromadzonych żałobników, którzy przybyli, aby oddać hołd zmarłemu koledze, pojawił się Dawid Kubacki. Utytułowany skoczek, wieloletni reprezentant Polski i przyjaciel z kadry, osobiście żegnał Grzegorza Miętusa w jego ostatniej drodze. Obecność Kubackiego oraz innych przedstawicieli środowiska narciarskiego była dowodem na to, jak bliskie więzi łączyły zawodników poza sportową rywalizacją. Ceremonia pogrzebowa była przepełniona ciszą, powagą i głębokim wzruszeniem, a zgromadzeni na miejscu bliscy nie potrafili ukryć łez, wspominając młodego i utalentowanego człowieka, którego życie zgasło tak niespodziewanie.
Uroczystość miała niezwykle podniosły, a zarazem kameralny charakter, skupiony wokół cierpienia rodziny oraz tych, którzy znali Grzegorza najlepiej. Wspomnienia o jego determinacji na skoczni, skromności i koleżeńskości przeplatały się z bolesną świadomością, że odszedł człowiek w sile wieku, mający przed sobą jeszcze całe życie. Każdy gest, każde złożone kondolencje i milcząca obecność Dawida Kubackiego pokazały, że pamięć o 33-letnim skoczku pozostanie żywa na zawsze wśród tych, którzy dzielili z nim sportowe areny i codzienne chwile. Środowisko skoków narciarskich straciło jednego ze swoich, a ból po tej stracie na długo pozostanie w sercach fanów i bliskich.