Fani eksperymentu randkowego Netflixa wreszcie doczekali się oficjalnego potwierdzenia plotek, które od wielu długich miesięcy krążyły w kuluarach rodzimego show-biznesu. Damian Gawron, który w programie Love is Blind Polska stanął na ślubnym kobiercu z Martą Frymer, postanowił publicznie otworzyć się na temat ich burzliwej relacji. Mężczyzna zasiadł przed mikrofonem w premierowym odcinku podcastu W ciemno, prowadzonego przez innego uczestnika show, Kamila Uno, i bez ogródek ogłosił, że ich małżeństwo to już definitywna przeszłość. W trakcie trwającej dyskusji Damian nie szczędził gorzkich refleksji, rozkładając na czynniki pierwsze powody małżeńskiego kryzysu.
Uczestnik miłosnego formatu otwarcie przyznał, że uczucie, które połączyło parę przed kamerami, okazało się niewystarczające w starciu z szarą rzeczywistością. Damian z rozrzewnieniem i pewną ironią stwierdził, że miłość bywa ślepa, głucha i głupia, a w ich przypadku zabrakło solidnych podstaw do stworzenia trwałej przyszłości. Jako jeden z kardynalnych błędów wskazał zbyt pośpieszne podjęcie decyzji o wspólnym zamieszkaniu, co miała rzekomo potwierdzić nawet ich wspólna terapeutka, u której szukali ratunku. Co więcej, celebryta mocno zasugerował, że olbrzymi wpływ na pogorszenie atmosfery miała telewizyjna premiera show, medialny hejt oraz opinie bliskich Marty, którzy mieli rzekomo silnie oddziaływać na jej emocjonalne decyzje, w tym na nagłą wyprowadzkę z ich wspólnego gniazdka. Z jego perspektywy, gdyby nie presja otoczenia i emisja odcinków, ich losy mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej. Obecnie ich relacje są ograniczone do absolutnego i chłodnego minimum, przypominając kontakt z listonoszem przy załatwianiu spraw urzędowych.
Na reakcję drugiej strony nie trzeba było jednak długo czekać, a medialne wywody Damiana natychmiast wywołały poruszenie u samej zainteresowanej. Marta Frymer postanowiła nie przyglądać się biernie słowom byłego partnera, który przedstawił publicznie wyłącznie swoją wersję wydarzeń. Stylistka doskonale wiedziała, jak jednym celnym ruchem odpowiedzieć na żale rzucane w sieci przez męża, z którym wkrótce spotka się na sali rozwodowej. Na swoim profilu w mediach społecznościowych opublikowała krótkie, dosadne i niezwykle wymowne zdanie, które idealnie podsumowało całe zamieszanie. Prawda jest jak dupa. Każdy ma swoją — napisała celebrytka na InstaStories, jednoznacznie dając do zrozumienia, co myśli o opowieściach Damiana i jak bardzo dystansuje się od jego publicznych zwierzeń. Choć Marta nie wchodziła w zbędne dyskusje i nie analizowała każdego zarzutu z osobna, to jedno konkretne sformułowanie wystarczyło, by fani natychmiast zrozumieli, że wersja jej przyszłego byłego męża drastycznie różni się od tego, jak ona sama zapamiętała ich wspólne chwile i powody ostatecznego rozstania. Między małżonkami ewidentnie iskrzy, a emocje po bolesnym rozpadzie związku wciąż nie opadły, podsycając ciekawość internautów.