Полный текст статьи: Wokół spuścizny, pamięci oraz dalszej charytatywnej działalności zmarłego tragicznie polityka i społecznika wybuchł gigantyczny, niezwykle bolesny kryzys wizerunkowy, który wstrząsnął wszystkimi osobami zaangażowanymi w jego dotychczasowe, spektakularne projekty pomocowe. Łukasz Litewka, który odszedł, pozostawiając po sobie ogromną, trudną do zapełnienia pustkę oraz niezwykle prężnie działającą organizację pożytku publicznego, stał się centralną postacią cichego dramatu rozgrywającego się za szczelnie zamkniętymi drzwiami gabinetów. Flagowa, coroczna i dotychczas organizowana z ogromnym rozmachem impreza, będąca absolutnym fundamentem, sercem oraz największą wizytówką jego fundacji, została nagle, w atmosferze skandalu, oficjalnie przełożona na bliżej nieokreślony termin. Ta nagła i całkowicie niespodziewana decyzja wywołała ogromne poruszenie, niedowierzanie oraz falę pytań wśród tysięcy darczyńców, wolontariuszy i podopiecznych, którzy do tej pory nie mieli bladego pojęcia, jak głębokie podziały zaczęły trawić wewnętrzne struktury organizacji po odejściu jej charyzmatycznego założyciela.
Jak się okazało po otwarciu tej swoistej puszki z Pandorą, bezpośrednim powodem podjęcia tak drastycznej i wizerunkowo niszczącej decyzji jest kompletny, wręcz totalny brak porozumienia na najwyższych szczeblach decyzyjnych. Najbliższa rodzina oraz partnerka zmarłego posła od dłuższego czasu nie potrafią znaleźć żadnego wspólnego języka z radą fundacji, która z mocy prawa formalnie zarządza całym zgromadzonym majątkiem, kontami bankowymi oraz bieżącymi projektami. Konflikt interesów, wzajemne żale oraz skrajnie różne wizje dotyczące tego, w jaki sposób i przez kogo powinna być prowadzona dalsza działalność charytatywna, doprowadziły do absolutnego, niemożliwego do przełamania pata decyzyjnego. Obie strony konfliktu okopały się na swoich pozycjach, nie chcąc ustąpić nawet na krok, a narastające z każdym kolejnym dniem napięcie, wzajemne pretensje i brak zaufania uniemożliwiły wypracowanie jakiegokolwiek kompromisu, który pozwoliłby na bezproblemowe i bezpieczne zrealizowanie zaplanowanego od wielu miesięcy wydarzenia.
Atmosfera wokół całej sprawy stała się na tyle gęsta i toksyczna, że uratowanie sztandarowej imprezy w pierwotnym, ogłoszonym opinii publicznej terminie okazało się z technicznego i prawnego punktu widzenia całkowicie niemożliwe. Bliscy zmarłego Łukasza Litewki oraz członkowie rady fundacji publicznie i zakulisowo przerzucają się mocnymi argumentami, a w tle całej awantury coraz głośniej pobrzmiewają pytania o realną kontrolę nad wypracowaną marką, dostęp do wielomilionowych środków zgromadzonych na zbiórkach oraz kierunek, w jakim powinna zmierzać organizacja. Przełożenie tego kluczowego wydarzenia to potężny, wręcz dewastujący cios wizerunkowy dla fundacji, która do tej pory kojarzyła się Polakom wyłącznie z błyskawicznym, bezinteresownym i niesamowicie skutecznym niesieniem pomocy potrzebującym ludziom i zwierzętom. Wszyscy zaangażowani w ten spór mają jednak pełną świadomość, że dopóki osobiste animozje, ambicje oraz skomplikowany brak porozumienia prawnego nie zostaną ostatecznie i formalnie rozwiązane, cała dalsza działalność organizacji stoi pod wielkim i bardzo niepokojącym znakiem zapytania, niszcząc to, co zmarły budował z tak wielkim poświęceniem.