Przez pół wieku żyli w cieniu wielkich haseł. Żona Romualda Lipki po latach przerywa milczenie i obnaża prawdę o ich małżeństwie

Romuald Lipko zapisał się w pamięci milionów Polaków jako absolutny geniusz i kompozytorski filar budujący potęgę formacji Budka Suflera. Twórca takich megahitów jak Jolka, Jolka pamiętasz czy Takie tango przez dekady kreował muzyczny krajobraz kraju, ukrywając przed blaskiem fleszy swoje najbardziej intymne i stabilne schronienie. Za plecami wielkiego artysty, w totalnej ciszy i z dala od medialnego zgiełku, przez blisko pół wieku trwała jego ukochana żona, Dorota. Byli parą absolutnie nierozłączną, stanowiącą ewenement w szalonym, pełnym pokus świecie rodzimego show-biznesu. Niedawna rocznica śmierci wybitnego muzyka, który odszedł na początku lutego dwa tysiące dwudziestego roku po wycieńczającej i nierównej walce z nowotworem, na nowo otworzyła bolesne rany. Dorota Lipko zdecydowała się na rozdzierające serce wyznanie, które rzuca zupełnie nowe światło na kulisy ich wieloletniego pożycia i codzienność u boku legendarnego artysty.

Wszystko zaczęło się na początku lat siedemdziesiątych w Lublinie, kiedy Budka Suflera stawiała dopiero pierwsze, nieśmiałe kroki na lokalnej scenie muzycznej. Romuald Lipko, młody i pełen artystycznych wizji chłopak, poznał wówczas piękną Dorotę, która natychmiast zawładnęła jego sercem. Ich miłość rodziła się w skromnych warunkach, bez luksusów, ale z gigantycznym ładunkiem emocjonalnym. Pobrali się bardzo szybko, przysięgając sobie wierność na dobre i na złe. Dorota od samego początku stała się dla kompozytora najważniejszym recenzentem i bezpieczną przystanią, do której wracał po wyczerpujących trasach koncertowych. Wspólnie wychowali ukochanego syna Remigiusza, budując dom oparty na bezgranicznym zaufaniu. Kobieta z wielką klasą i świadomie zrezygnowała z szukania własnego poklasku w mediach, godząc się na rolę cichej obserwatorki wielkiej kariery swojego męża.

Ta sielanka została jednak brutalnie przerwana, gdy u muzyka zdiagnozowano bezwzględną chorobę. Diagnoza była dla rodziny potężnym ciosen, jednak Dorota nie poddała się ani na moment, organizując leczenie w renomowanych klinikach w Niemczech i do ostatniej sekundy czuwając przy łóżku ukochanego. Po jego odejściu dom w Lublinie opustoszał, a samotność stała się dla wdowy potężnym ciężarem, z którym walczy każdego dnia. Kobieta w poruszających słowach wyznała, że w głuchym, wielkim domu najbardziej przeraża ją wszechobecna cisza oraz brak tego charakterystycznego, głębokiego głosu męża, który przez pięćdziesiąt lat witał ją każdego poranka. Te bolesne i intymne szczegóły ich pożegnania oraz codziennej egzystencji w cieniu wielkiej pustki wywołały olbrzymie poruszenie wśród fanów kompozytora, pokazując, jak wysoką cenę płaci się za miłość, która miała trwać wiecznie.

Like this post? Please share to your friends: