Śmierć Łukasza Litewki to cios, z którym tysiące osób wciąż nie potrafią się pogodzić. Poseł, który całe swoje życie i karierę poświęcił niesieniu pomocy najbardziej potrzebującym, odszedł, pozostawiając po sobie wyrwę, której nie sposób załatać. Dziś miejsce jego wiecznego spoczynku stało się celem prawdziwych pielgrzymek ludzi, którzy chcą mu podziękować za każdy gest dobra, za każdą uratowaną osobę i każde nakarmione zwierzę. Widok, jaki zastają odwiedzający cmentarz, zapiera dech w piersiach i ściska za gardło – grób polityka dosłownie tonie w morzu płonących zniczy i świeżych kwiatów, które pokrywają każdy centymetr kamiennej płyty.
Atmosfera panująca przy mogile jest przepełniona niezwykłym skupieniem i bolesną ciszą, którą przerywa jedynie szelest uderzających o siebie wieńców. Ludzie przychodzą tu całymi rodzinami, przynosząc ze sobą dowody wdzięczności, które wykraczają poza zwykłą pamięć o osobie publicznej. To, co jednak najbardziej przykuwa uwagę i sprawia, że nawet najtwardsze serca pękają z żalu, to niewielki arkusz papieru, który ktoś starannie umieścił pomiędzy kwiatami. List, napisany drżącą ręką, stał się symbolem tragedii i straty, jakiej doświadczyło całe społeczeństwo po odejściu człowieka o tak wielkiej empatii.
Treść tego poruszającego przesłania jest tak osobista i pełna bólu, że nikt, kto go przeczytał, nie potrafi powstrzymać łez. Autor listu, zwracając się bezpośrednio do zmarłego Łukasza, opisuje pustkę, jaka nastała po jego śmierci, i obiecuje, że jego dzieło pomocy nigdy nie zostanie zapomniane. Każde zdanie ocieka czystym, ludzkim cierpieniem, przypominając wszystkim, jak wielki wpływ na życie zwykłych ludzi miał Litewka. Ten kawałek papieru, mokry od deszczu i łez odwiedzających, niesie ze sobą ładunek emocjonalny, który jest niemal niemożliwy do udźwignięcia przez postronnego obserwatora.
Cmentarne alejki prowadzące do jego grobu są nieustannie zatłoczone, a blask setek płomyków widoczny jest już z oddali, tworząc iście metafizyczną aurę. To nie jest zwykłe pożegnanie polityka – to hołd dla kogoś, kto był dla wielu ostatnią deską ratunku w najtrudniejszych chwilach. Ludzie zostawiają przy grobie nie tylko kwiaty, ale i drobne pamiątki, które przypominają o wspólnych akcjach charytatywnych i chwilach nadziei, jakie Łukasz im dawał. Każdy, kto staje nad tym grobem, czuje, że żegna kogoś bliskiego, kogoś, kto potrafił słuchać i działać tam, gdzie inni rozkładali ręce. Trudno o bardziej namacalny dowód na to, jak bardzo był kochany i jak strasznie będzie go brakować w świecie, który bez niego stał się znacznie mroczniejszym miejscem.