Historia polskiej kinematografii zna wiele płomiennych romansów, które gasły równie szybko, jak się zaczynały, ale relacja Włodzimierza Pressa i jego żony Renaty to opowieść z zupełnie innej kategorii. Choć miliony Polaków kojarzą go przede wszystkim jako rezolutnego Grigorija Saakaszwilego z legendarnej produkcji Czterej pancerni i pies, dla niego praca nad tym serialem stała się fundamentem całego prywatnego wszechświata. To właśnie tam, w tumanach kurzu i blasku reflektorów, narodziło się uczucie, które przetrwało niemal sześćdziesiąt lat, stając się jednym z najpiękniejszych dowodów na to, że prawdziwa bliskość nie zna terminu ważności.

Włodzimierz Press nie ukrywa, że gdy pierwszy raz ujrzał Renatę na planie, czas na moment się zatrzymał. Ona pracowała jako kostiumografka, dbając o każdy detal strojów aktorów, a on był młodym, ambitnym artystą u progu wielkiej sławy. Atmosfera tamtych dni była wyjątkowa, wypełniona intensywną pracą, ale to właśnie między przymiarkami a kolejnymi dublami zrodziła się chemia, której nie dało się zignorować. Aktor często wspomina z czułością tamte chwile, podkreślając, że była to miłość od pierwszego wejrzenia, która uderzyła w nich z ogromną siłą. To nie był przelotny flirt młodych ludzi zachłyśniętych popularnością, lecz głębokie porozumienie dusz, które z każdym dniem stawało się coraz silniejsze.
Przez lata ich wspólnego życia musieli mierzyć się z różnymi wyzwaniami, jakie niesie ze sobą praca w świecie show-biznesu i życie w świetle jupiterów. Jednak ich dom zawsze pozostawał bezpieczną przystanią, wolną od skandali i niepotrzebnego rozgłosu. Renata Press, choć sama związana ze światem filmu, zawsze wolała pozostawać w cieniu męża, wspierając go w każdej zawodowej decyzji i tworząc ciepłą, rodzinną atmosferę. Dziś, patrząc na nich po blisko sześciu dekadach razem, trudno nie odnieść wrażenia, że ich uczucie wciąż kwitnie i nabiera nowych barw. Są dla siebie nie tylko małżonkami, ale przede wszystkim najlepszymi przyjaciółmi, co zdaniem aktora jest kluczem do tak długiego stażu.

Włodzimierz Press z ogromnym szacunkiem wypowiada się o swojej żonie, zaznaczając, że to właśnie jej mądrość i cierpliwość pozwoliły im przetrwać najtrudniejsze momenty. W dzisiejszym świecie, gdzie relacje często kończą się przy pierwszym poważniejszym kryzysie, ich przykład jest niezwykle inspirujący. Para doczekała się dzieci i wnuków, przekazując kolejnym pokoleniom wartości oparte na lojalności i wzajemnym oddaniu. Mimo upływu lat, w ich spojrzeniach wciąż widać ten sam blask, który pojawił się na planie Czterech pancernych. To żywy dowód na to, że nawet w blasku fleszy można zbudować coś trwałego, co opiera się upływowi czasu i zmieniającym się modom, a prawdziwe szczęście znajduje się w ramionach tej jednej, jedynej osoby wybranej przed laty.