Za niezłomną siłą Wandy Rutkiewicz, jej odwagą i gotowością do podejmowania największego ryzyka kryła się historia osobistej straty, która ukształtowała całe jej życie. Relacja z ojcem była dla niej czymś więcej niż więzią rodzinną – była fundamentem poczucia bezpieczeństwa, punktem odniesienia w świecie pełnym wyzwań i niepewności. Gdy brutalnie go straciła, coś w niej pękło, a rana nigdy nie została w pełni zaleczona. Ta trauma stała się częścią jej osobowości, wpływając na sposób, w jaki postrzegała ludzi, świat i swoje miejsce w nim.

Dla Wandy Rutkiewicz góry nie były tylko sportowym wyzwaniem czy przestrzenią rywalizacji. Były również miejscem ciszy, refleksji i powrotu do wspomnień, które najtrudniej było oswoić. Jednym z nich była śmierć ojca – wydarzenie, które zmieniło jej sposób patrzenia na życie i relacje z ludźmi. W świecie pełnym ryzyka i ekstremalnych doświadczeń to właśnie strata ojca pozostawała dla niej największym ciężarem, a zarazem motywacją do przekraczania własnych granic.
Zbigniew Błaszkiewicz, ojciec Wandy, był człowiekiem zasad, konsekwencji i wewnętrznej dyscypliny. Był inżynierem, ale przede wszystkim przewodnikiem i mentorem w życiu córki. To on nauczył ją odwagi, samodzielności i potrzeby przekraczania ograniczeń, ale zawsze z rozwagą i szacunkiem dla samej siebie. Przekazał jej wartości, które później stały się filarem jej charakteru – umiejętność podejmowania decyzji, odwaga w działaniu i konsekwencja w dążeniu do celu. Ich relacja opierała się na wzajemnym zaufaniu. Wanda czuła, że ojciec wierzy w jej możliwości nawet wtedy, gdy jej ambicje wykraczały poza schematy społeczne przypisane kobietom w tamtych czasach. Dzięki temu nauczyła się, że wyzwania nie są czymś do unikania, lecz do oswajania i przezwyciężania.

Ta więź była dla niej ostoją, bezpiecznym punktem, który dawał poczucie stabilności i pewności. Wszystko zmieniło się 6 grudnia 1972 roku, gdy Wanda Rutkiewicz straciła ojca w tragicznych okolicznościach. Zbigniew Błaszkiewicz został zamordowany we własnym domu w Łańcucie. Sprawcy, którym zaufał, najpierw go okradli, a następnie brutalnie pozbawili życia. Ta zbrodnia wstrząsnęła nie tylko Wandą, ale i całym otoczeniem. Miała wtedy zaledwie 29 lat i była u progu swojej wielkiej kariery sportowej. Śmierć ojca nie była wypadkiem ani konsekwencją ryzyka – była wynikiem przemocy i ludzkiej chciwości, co tylko potęgowało traumę i poczucie bezsilności.

Wanda nie potrafiła przejść nad tą stratą do porządku dziennego. Brała udział w procesie sądowym jako oskarżycielka posiłkowa, jakby próbując odzyskać kontrolę nad rzeczywistością, która wymknęła się jej z rąk. Choć sprawiedliwość była istotna, nie przyniosła ukojenia. Bliscy wspominali, że od tamtej pory Wanda stała się bardziej zdystansowana, zamknięta w sobie, z większym dystansem do ludzi. Pojawiło się w niej przekonanie, że świat jest miejscem nieprzewidywalnym, pełnym okrucieństwa i niesprawiedliwości. W górach natomiast odnajdywała przestrzeń wolności, w której mogła czuć się naprawdę sobą.
Po stracie ojca strach przestał mieć dla niej znaczenie. Ryzyko przestało przerażać, a potrzeba przekraczania granic i podejmowania wyzwań stała się jej codziennym wyborem. Góry były jej ucieczką, ale też miejscem, w którym mogła mierzyć się z własnymi emocjami i pamięcią o ojcu. Wewnętrzny kompas, którym był Zbigniew Błaszkiewicz, prowadził ją przez życie – czasem dodając siły, czasem przypominając o bólu, który nigdy nie zniknął.
Relacja Wandy Rutkiewicz z ojcem była jednym z najważniejszych wątków jej życia. To historia miłości, zaufania i straty, która nigdy nie została w pełni zażegnana. To właśnie dzięki temu doświadczeniu jej postawa wobec życia stała się tak niezłomna, a gotowość do podejmowania ekstremalnego ryzyka stała się jej znakiem rozpoznawczym. Wanda niosła pamięć o ojcu w sercu i w każdej swojej decyzji, a jego wpływ pozostawał odczuwalny w całym jej życiu. Historia ich więzi i tragicznej straty porusza do dziś i pokazuje, że czasami to, co najbardziej bolesne, staje się źródłem największej siły.