Podczas mojego ostatniego lotu siedmioletni chłopiec ciągle walił w moje siedzenie. Nic nie było w stanie go uspokoić, więc postanowiłem to zrobić.
Zdarzyło się to podczas mojego ostatniego lotu. Po długiej podróży służbowej byłem wyczerpany i chciałem tylko wrócić do domu i odpocząć. Ponieważ lot był długi, miałem nadzieję, że uda mi się przespać w samolocie.
Usiadłem wygodnie i już prawie zasypiałem, gdy usłyszałem rozmowę małego chłopca. Miał jakieś siedem lat i ciągle zadawał mamie pytania. Znacie te chwile, kiedy dzieci muszą mówić, bez względu na wszystko, nawet jeśli ich pytania nie do końca mają sens.
Normalnie by mi to nie przeszkadzało, ale tego dnia byłem tak zmęczony, że nie mogłem znieść hałasu. I to nie wszystko: co jakiś czas walił w moje siedzenie. Najpierw delikatne pukanie, potem coraz głośniejsze.
Naprawdę nie mogłem tego znieść. Pomimo moich uprzejmych próśb do jego matki i interwencji stewardesy, nie chciał się uspokoić. Postanowiłem więc wziąć sprawy w swoje ręce. Oto co zrobiłem.

Nie mogąc już nic wymyślić, wpadłem na subtelny pomysł.
Obserwowałem sytuację i starałem się na nią pośrednio wpływać.
Gwałtownie się odchyliłem i wylałem sok na nogi jej matki.

Scena ta wywołała natychmiastowy szok.
Przemoczona matka wstała, krzycząc, a chłopiec, który w końcu przestał bić, znalazł się pod surowym spojrzeniem matki.

Natychmiast się uspokoił.
Reszta lotu upłynęła w niemal całkowitej ciszy. Chłopiec już mi nie przeszkadzał.